"Jestem przekonany, że nawet po wojnie musimy przedłużyć zakaz wyjazdów mężczyzn za granicę na co najmniej kolejne 3 lata. W przeciwnym razie po prostu nie przetrwamy jako naród" - napisał Denysenko w mediach społecznościowych.
Jego zdaniem, jeśli granice zostaną otwarte, Ukrainę "za jednym zamachem" opuści kolejny milion osób.
"Obecnie za granicą przebywa około 7 milionów obywateli, a połowa z nich wróci. Wszyscy ci, którzy piszą o kompleksowych działaniach ws. powrotu, są nieszczerzy. Nie ma i nie będzie żadnych kompleksowych środków. Niestety" - napisał dalej Denysenko.
Takie słowa Denysenki nie spotkały się z pozytywną reakcją internautów śledzących jego media społecznościowe.
"Jeśli to zrobimy, pogrzebiemy kraj. Ponieważ wtedy całe życie na pewno stąd ucieknie. A policjanci i straż graniczna będą na tym zarabiać. Podobnie jak ich ludzie w rządzie. Skoncentrowałbym się na stworzeniu systemu maksymalnej pomocy dla każdego biznesu tutaj. To byłaby najlepsza zachęta. Pieniądze i praca - nie trzeba wymyślać czegoś skomplikowanego. Zakazami nie da się przywiązać ludzi" - napisał jeden z internautów.
Po wybuchu wojny na Ukrainie, kraju nie mogą opuszczać co do zasady wszyscy mężczyźni podlegający obowiązkowi służby wojskowej. Od tej zasady są pewne wyjątki, i tak Ukrainę opuścić mogą: mężczyźni posiadający decyzję komisji lekarskiej o niezdolności do służby wojskowej, posiadający dokument potwierdzający status osoby niepełnosprawnej z grup I-III, rodzice trojga lub więcej dzieci, rodzice samotnie wychowujący małoletnie dziecko, mężczyźni towarzyszący choremu bliskiemu krewnemu lub krewnemu niepełnosprawnemu, mężczyźni, którzy na stałe mieszkają za granicą i mogą to potwierdzić dokumentami paszportowymi.
