Reznikow zwrócił się do "podlegających poborowi obywateli Rosji", a w szczególności do "mieszkańców wielkich miast".
Reznikow stwierdził, że "na początku stycznia władze rosyjskie zamkną granice dla mężczyzn, po czym ogłoszą stan wojenny i rozpoczną kolejną falę mobilizacji". Według posiadanych przez niego informacji władze Białorusi przestaną zezwalać mężczyznom na wyjazd za granicę. Reznikow nie podał jednak źródła tych informacji.
"Nie apeluję do was, byście mi uwierzyli na słowo" - powiedział.
Zaapelował do Rosjan, aby ci zastanowili się, za co konkretnie będą walczyć, jeśli zostaną wysłani na Ukrainę. Wskazał, że rosyjskie siły zbrojne ponoszą duże straty w tej wojnie, a Ukraina odbiła już Charków, Chersoń, a w pierwszej fazie wojny odparła Rosjan spod Kijowa.
"Plany, o których mówiły władze w Moskwie, ogłaszając inwazję, nie zostały zrealizowane" - powiedział Reznikow.
Jego zdaniem władze rosyjskie od dawna zdają sobie sprawę, że w interesie kraju leży jak najszybsze zakończenie tej wojny. "Ale nie mogą wam się do tego przyznać, bo inaczej będą musiały za wszystko odpowiedzieć" - zastrzegł Reznikow.
Wskazał, że obecnie jedyny cel władz rosyjskich to ochrona przed odpowiedzialnością tych osób, które tę wojnę wywołały.
"Im dłużej trwa ta wojna, tym cięższe będą jej konsekwencje dla zwykłych Rosjan. Ukraińcy nie cofną się — my bronimy naszej ziemi, naszych bliskich i naszych domów" - dodał.
