Według słów 23-letniej Ukrainki, która chce zachować anonimowość, część z porywanych osób znika, inne są zabijane. W mieście zajmowane są biznesy, domy – Rosjanie robią, co chcą.
„Dobrze pamiętam moment, kiedy wkroczyli do miasta. Chowałam się w domu i nasłuchiwałam walk. Trwały kilka dni, chłopcy z obrony terytorialnej próbowali nas bronić, ale Rosjan ciągle przybywało”
- opowiedziała Ukrainka.
Dodała, że na początku z domu wychodzono tylko po jedzenie. Przekazuje, że Rosjanie zupełnie nic nie robią sobie z przepisów ruchu drogowego, dochodzi do mnóstwa wypadków.
„Wiecznie chodzą pijani. Po wypadkach po prostu odjeżdżają i nie można zrobić niczego, żeby ich ukarać”
- przekazała kobieta.
Poinformowała też, że w mieście działają komórki zbrojnego oporu – niektóre z grup polują na kolaborantów.
