Do wstrząsającej zbrodni doszło w poniedziałek około 21:30. 44-letni mężczyzna zaatakował nożem swoją rodzinę, raniąc pięć osób i samego siebie. Mimo próby reanimacji, nie udało się uratować 4-letniej córki sprawcy. Dziś mężczyzna usłyszał zarzuty zabójstwa córki i usiłowania zabójstwa czterech członków rodziny.

- „Podejrzany przyznał się do zarzucanych czynów. Złożył krótkie wyjaśnienia, będą one weryfikowane”

- przekazał na konferencji prasowej szef Prokuratury Okręgowej w Słupsku prok. Patryk Wegner.

44-latek od 23 lat służył w Służbie Ochrony Państwa (wcześniej Biuro Ochrony Rządu). Brał udział w misjach zagranicznych, ochraniając placówki dyplomatyczne w Iraku i Afganistanie. Wirtualna Polska przekazała anonimową relację jednego z doświadczonych oficer SOP, który zwrócił uwagę, że na misjach podejrzany był wiele lat temu.

- „Oczywiście, wiadomo, co się dzieje z ludźmi, po takich pobytach w strefach wojny. Pojawiają się zmiany w psychice i zachowaniu. Jednak w ogromnej większości przypadków to w niedługim czasie po powrocie jest już widoczne, szczególnie przez najbliższych współpracowników. To nie jest tak, że po misji przez ponad 15 lat nic się nie dzieje i te zmiany są niezauważalne. I nagle mamy taki wyskok w efekcie zaburzeń nabytych na misji”

- zauważył.

Funkcjonariusz podkreślił, że po powrocie z misji Piotr K. wielokrotnie przechodził badania okresowe.

- „Jakie one by nie były, coś by wyszło. Tego, co się zadziało, bym jednak nie wiązał z misjami. Sam byłem i to nie raz. Mówię to na podstawie własnych doświadczeń, obserwacji i przede wszystkim kontaktu z wieloma ludźmi i przypadkami po misjach. Tu się coś innego musiało zadziać”

- stwierdził.

Wedle rozmówcy Wirtualnej Polski, „na razie SOP jest w szoku”.

- „Gość uchodził za spokojnego i zrównoważonego. Nie dotarły do nas informacje o jego problemach w pracy. Jak było w sferze prywatnej, nie wiemy”

- powiedział.