"Niewłaściwe jest zadawanie pytań, czy chce pan kartę do referendum, bo można również (pytać -red.) czy do Sejmu, czy do Senatu. Jeżeli wyborca zjawił się w lokalu wyborczym, no to chce głosować. Dopiero jeżeli wyraźnie odmówi odbioru którejkolwiek z kart, no to wówczas komisja w uwagach zaznaczy taką informację" - powiedział Marciniak.

Szefowa Krajowego Biura Wyborczego Magdalena Pietrzak poinformowała, że członkowie komisji wyborczych zostali w tym zakresie odpowiednio przeszkoleni.

"W wytycznych Państwowej Komisji Wyborczej szczegółowo opisana jest procedura. Po stwierdzeniu tożsamości wyborcy i odnalezieniu go na spisie komisja wydaje wszystkie karty do głosowania, czyli w dniu dzisiejszym trzy: do Sejmu, Senatu i referendum. W momencie, kiedy wyborca stwierdzi, że nie chce brać udziału w którymkolwiek z tych głosowań, to komisja mu takiej karty nie wydaje. Kartę zostawia, a w odpowiedniej rubryce – „uwagi” – musi odnotować ten fakt, pisząc której karty wyborca nie odebrał" - powiedziała.

Tymczasem z dostępnych w internecie relacji wynika, że członkowie komisji mimo to dopytują, czy wyborca życzy sobie otrzymać komplet kart.