Protestujące kobiety pojawiły się w sobotę przed domem Amy Coney Barret ubrane na biało i w spodniach zafarbowanych na czerwono, co miało imitować krew. Aktywistki miały pomalowane twarze w taki sposób, by sugerowało to, iż są ofiarami przemocy, a w rękach związanych taśmą niosły lalki. Pokazywały też plakaty z hasłami „Abortion on demand and without apology” (Aborcja na żądanie i bez usprawiedliwienia) oraz „Overturn Roe? Hell no! (Obalić [wyrok w sprawie] Roe? Do diabła, nie!).

Według doniesień mediów i zdjęć demonstrowało około kilkunastu osób. Aktywistki z Rise Up 4 Abortion Right zamieściły też tweeta, w którym stwierdziły: „Nie protestowałyśmy, by zmienić zdanie nienawidzących kobiet faszystów”, ale by wezwać „większość pro-choice (...), by wyszła na ulice, by powstrzymać Sąd Najwyższy przed obaleniem [wyroku w sprawie] Roe”. To nie pierwszy taki protest przed domem Barret, poprzednio aborcjoniści protestowali w maju.

Okazuje się jednak, że takie demonstracje przed domami sędziów Sądu Najwyższego naruszają przepisy Kodeksu Stanów Zjednoczonych, jak wykazuje portal Breitbart. Według prawa próba wpłynięcia na decyzję sędziego poprzez pikiety lub demonstracje w pobliżu budynku zajmowanego czy wykorzystywanego przez takiego sędziego może być ukarana grzywną lub więzieniem do roku czasu.

Działalność Rise Up 4 Abortion Rights wywołuje jednak mieszane uczucia także na lewicy, a lewicowy portal Jezebel nazwał organizację „problematyczną grupą”. Feministki z Rise Up 4 Abortion Rights między innymi zakłóciły mecz koszykówki, wbiegając na boisko i zdejmując koszulki.