Dziś głównymi kanałami promocji nowych niekatolickich tożsamości, narzędziami w wojnie kulturowej z katolicka Polską, jest popkultura i „edukacja” (która coraz bardziej zamiast być edukacją jest indoktrynacją). Środowiska wrogie katolicyzmowi, lewicowe i pseudo liberalne, świadomie lub nieświadomie, wykorzystują do promocji takich obcych tożsamości instytucje samorządowe utrzymywane z pieniędzy podatników.
Dzieje się tak i w Warszawie. W miejskich galeriach sztuki regularnie wystawiana jest sztuka nowoczesna szerząca nienawiść do katolicyzmu i polskości, ma to też miejsce w utrzymywanych przez miasto teatrach. Dochodzi nawet do tego, że w galeriach organizowane są za publiczne pieniądze szkolenia dla lewicowych bojówkarzy jak rozbijać patriotyczne marsze.
Nie mogą więc dziwić inicjatywy wpisujące się w tę wojnę kulturową organizowane przez domy kultury. Zresztą katolicy i polscy patrioci tę wojnę kulturową przegrywają na własne życzenie. Konsekwencją braku organizacji terenowej katolików, tego, że nie startują katolickie listy w wyborach samorządowych, olewania wyborów samorządowych, jest to, że lewica i pseudo liberałowie są nadreprezentowani we władzach samorządowych i mogą placówki samorządowe wykorzystywać dla swoich celów – w tym do dokonywania zmiany kulturowej, niszczenia starej tożsamości i narzucania nowej.
W sobotę na kilka dni przed dniem Wszystkich Świętych, jak co roku, wybrałem się spacerkiem przez las na cmentarz w sąsiedniej miejscowości, gdzie pochowana jest sąsiadka, której grobem nikt się nie opiekuje, by grób ten posprzątać. Miejscowość ta to Aleksandrów na przedmieściach Warszawy. Niedaleko kościoła parafialnego i cmentarza natknąłem się grę terenową. Okazało się, że jest ona organizowana przez Wawerskie Centrum Kultury Filia Aleksandrów (placówkę podległą władzom Warszawy z PO). Gra ta nosiła nazwę „Równonoc w Aleksandrowie”. Celem gry adresowanej do „rodzin, dzieci, młodzież, dorosłych” było „poznanie starych słowiańskich tradycji związane z obchodami święta Dziadów”.
Rekonstruktorzy organizujący atrakcje składające się na grę udzielili mi wideo wywiadów. Jeden z nich przebrany w żydowski chałat i tałes rozdawał dzieciom cukierki, propagując wśród nich żydowską grę, która jak się dowiedziała, jednocześnie jest kabalistyczną wróżbą, formą rytualnej komunikacji z duchami. Drugi z moich rozmówców autentyczny rodzimowierczy kapłan (wyznawca wierzeń według rodzimowierców mających być wierzeniami Słowian z czasów przed chrztem Polski – które moim zdaniem nie przetrwały do naszych czasów) składał ofiary swoim rodzimym bóstwom.
Zapewne wydawanie publicznych pieniędzy przez PO na utrzymywanie placówek promujących kabalistykę czy rodzimowierstwo nie wzbudzi żadnych protestów. Normą jest od lat głoszenie w kościołach kazań wolnych od treści katechetycznych, dzięki czemu osoby chodzące do kościołów nie mają świadomości, że szerzenie takich sprzecznych z katolicyzmem idei powinno wywoływać w nich niezadowolenie i skłaniać do samoorganizacji w celu obrony tożsamości katolickiej. Dziś katolicy ograbieni przez pseudo post soborowców z katolicyzmu, karmieni od dekad pseudo katolickimi frazesami, nie są świadomi, co to jest katolicyzm, więc nie mają jak spostrzec, że ktoś za ich pieniądze promuje treści sprzeczne z katolicyzmem.
Jan Bodakowski
