Przejście pochodu przed Pałacem Prezydenckim zajęło 3 minuty i 51 sekund. Na tle poprzednich kilkudziesięciu osobowych marszy wołyńskich, ten i tak był liczniejszy. Nie mniej, widać, że medialna internetowa wrzawa wokół Wołynia nie przekłada się na frekwencję na ulicach. Widać, że rzeczywistość internetowa, w której wielu dużo mówi o Wołyniu, różni się od rzeczywistości w realu, gdzie nie ma chętnych do udziału w demonstracjach. Co może rodzić pytanie, w jakim stopniu rzeczywistość internetowa jest realna, a jak dalece jest to wrzawa rozkręcana np. przez Rosjan.
Słuszna pamięć o Polakach wymordowanych na Wołyniu przez nazistów ukraińskich – nazywanych nacjonalistami, by wykreować fałszywy negatywny wizerunek nacjonalizmu zgodny z lewicową narracją (która odpowiedzialność za holocaust przypisuje nacjonalizmowi w tym i polskiemu, nie zważając, że Niemcy głównie mordowali polskich nazistów) – jest słuszna. Oczywiście w marszu kilka osób (od Brauna czy Jabłonowskiego) wykorzystywało marsz do walki z rzekomą ukrainizacją Polski.
Szokujące były na marszu ekscesy Grzegorza Brauna. Kiedy Marsz wyruszył Braun i jego ferajna przemieściła się szybkim marszem obok marszu z końca pochodu na jego początek, by się wepchnąć przed czoło marszu. Na początku marszu rozegrała się scena walki, o to, kto będzie szedł na początku czy Braun ze świtą, czy transparent organizatorów dotyczący pamięci o pomordowanych Polaków. Organizatorzy szybciej biegali i Braun przegrał rywalizację o czoło marszu.
Widać, że Braun to nie poglądy polityczne tylko stan umysłu. Dla polityka widać nie ma nic niestosownego, by zrobić wieś na obchodach ku czci pomordowanych Polaków – walcząc z organizatorami, kto będzie na czele marszu. Konfederacja może być pewną, że stan Brauna będzie eskalował, i można się spodziewać kolejnych ekscesów monarchisty, który dla własnej sławy swoim zachowaniem będzie zniechęcał wyborców do Konfederacji i odbierał tej partii dobry wynik w wyborach.
Jan Bodakowski
