Takie targi książek polem bitwy wojny kulturowej, która determinuje to, jakie wartości wyznają nasi rodacy – to, co uważają za dobre, co za złe. Kultura kształtuje normy, które determinują życie społeczne. Realia są takie, że my konserwatyści, katolicy, patrioci, narodowcy, wojnę tą przegrywamy. Przegrywamy ją również dlatego, że nie podejmujemy walki. Przegrywamy wojnę kulturową z siłami zła (lewicą, pseudo liberałami, masonami, poganami), bo nas w tej kulturze popularnej nie ma — a nieobecni nie mają racji.
Dziś lewica wszelkie instytucje kultury wykorzystuje dla szerzenia swoich zabobonów i organizacji swoich struktur. W teatrach szerzy się nienawiść do Polaków i katolików. Galerie sztuki, gdy nie wystawiają dzieł szerzących lewicowe zabobony i agresje do Polski i Kościoła, to organizują szkolenia dla lewicowych bojówkarzy. Takie są skutki olewania przez nas wyborów samorządowych, decydujących o tym, kto ma kontrolę nad instytucjami kultury. Skutki braku naszych struktur terenowych.
Trudno oczywiście byśmy mieli teatry, choć jakoś pod zaborami i w II RP istniały teatry amatorskie stawiające sobie za cel trwanie przy języku i kulturze polskiej, trudno jest zrobić bez pieniędzy film, choć widziałem kiedyś świetny dramat irańskiego reżysera, któremu irańskie władze zakazały pracy w zawodzie, i który będąc taksówkarzem w Teheranie, przy wsparciu swoich przyjaciół aktorów, którzy zagrali za darmo, zrobił film telefonem komórkowym.
Przez ostanie lata wydawało się, że przynajmniej w dziedzinie książek nie jesteśmy w defensywie. Jednak ostatnie warszawskie targi książek zakłóciły to dobre samopoczucie. Na targach bowiem właściwie nie było patriotycznych czy katolickich stoisk. Było tylko katolickie wydawnictwo Jedność, zdroworozsądkowa fundacja WEI, patriotyczne wydawnictwo LTW, IPN – i tyle. Nie było Frondy, AA, Capitol, Multibook, Wektory, czy wielu wydawnictw katolickich oraz tych dużych wydawnictw, które nie mają oporów przed wydawaniem książek również i prawicowych autorów.
Kiedy my byliśmy nieobecni. Ze swoją ofertą do Warszawiaków wystartowała druga strona barykady (w swoich wielu odmianach). Były stoiska skrajnie lewicowe (Krytyka Polityczna, Przegląd), LGBT, ateistyczne, oraz wiele oferujących literaturę rozrywkową w duchu lewicowym i pseudo liberalnym.
Gdy nie było katolików to liczni byli rodzimowiercy, czyli ludzie twierdzący, że wyznają słowiańskich bogów — i nie ma przy tym znaczenia to, że do naszych czasów nie przetrwały wierzenia przedchrześcijańskie Słowian. Ważne jest to, że rodzimowiercy i rodzimokulurowcy odrzucają jako kulturowy fundament Polski katolicyzm. Oni byli, nas nie było – a nieobecni racji nie mają.
Kiedy nas nie było i nikt nie propagował naszej tożsamości katolickiej, to rodzimowiercy i ateiści swoje wierzenia propagowali. Nie wierzę, że tak musiało być. Nie wierzę, że nie dało się zorganizować środków na wykupienie kilku stoisk by z polską i katolicką ofertą dotrzeć do ludzi. Nie wierzę, że nasze wydawnictwa tak ciężko przędą, że nie stać je na obecność na targach, że nie ma fundacji mających środki, by ze swoimi ideami dotrzeć do Polaków. By Polacy mieli wybór i nie byli skazani na antykatolickie neopogaństwo czy ateizm.
Jan Bodakwoski
Godne polecenia wydawnictwa
Konserwatywne wolnościowe książki Warsaw Enterprise Institute
Komiksy IPN dla dzieci - Hubert Ronek
Książki IPN o SB Witold Bagieński
Kiedy nie było katolików, druga strona była obecna
Książki rodzimokulturowe na targach książki - a nas katolików nie ma / Rafał Merski
Książki ateistyczne na targach książki - a nas katolików nie ma
Pop kultura rodzimokulturowa – książki / Franciszek M. Piątkowski
Aleksandra Seliga rodzimokulturowa powieść
