W czasie wiecu wyborczego w Conway (Karolina Południowa) były prezydent USA Donald Trump zrelacjonował swoją rozmowę z „prezydentem dużego kraju”, który pytał go, czy Stany Zjednoczone stanęłyby w obronie kraju przeznaczającego na obronność mniej niż 2 proc. PKB. Trump zaprzeczył stwierdzając, że „trzeba płacić rachunki”.

Do sprawy postanowił odnieść się za pośrednictwem mediów społecznościowych premier Donald Tusk, manipulując przy tym wypowiedzią kandydata na prezydenta USA.

- „Prezydent Duda: Prezydent Trump dotrzymuje danego słowa. Prezydent Trump: Będę zachęcał Rosję do atakowania państw NATO. Może to jest właściwy temat na Radę Gabinetową, Panie Prezydencie?”

- napisał.

Donald Trump relacjonując tę rozmowę rzeczywiście stwierdził, że powiedział owemu prezydentowi: „zachęcałbym ich (Rosję), żeby zrobili z wami, co chcą”. Odnosił to jednak wyłącznie do państw, które same lekceważąc konieczność zbrojenia, liczą jedynie na pomoc Stanów Zjednoczonych. Kiedy Donald Trump był prezydentem, nie ukrywał swojej dezaprobaty wobec zaangażowania Niemiec w Sojuszu Północnoatlantyckim. Krytykował zbyt niskie wydatki Berlina na obronność i ogromne wydatki na umowę gazową z Rosją. Chwalił przy tym Polskę za realizację sojuszniczych zobowiązań. W Conway natomiast Trump powiedział o rzeczy oczywistej, o której od dawna mówią również politycy Zjednoczonej Prawicy. Mianowicie o tym, że państwo, które nie dba o własny potencjał i nie będzie w stanie samo oprzeć się agresorowi, nie może liczyć wyłącznie na odsiecz sojuszników.

Rada Gabinetowa

Radę Gabinetową prezydent Andrzej Duda zwołał na wtorek. Chce porozmawiać z rządem o strategicznych dla Polski inwestycjach, takich jak Centralny Port Komunikacyjny czy elektrownie jądrowe.