Donald Tusk kolejny raz zaprezentował swój „niewykluczający” styl uprawiania polityki w wywiadzie dla „Newsweeka”, gdzie był pytany o to, co czuje myśląc o Jarosławie Kaczyńskim. W odpowiedzi były premier stwierdził, że w obozie Kaczyńskiego „pojawili się ludzie naprawdę odrażający”.

- „To jest charakterystyczne dla ludzi PiS jest to, że nawet największe zło, które nam się wydaje odrażające, jest dla nich akceptowalne, jeśli służy, a przynajmniej nie przeszkadza im w zdobyciu i utrzymaniu władzy”

- mówił.

Przekonywał też, że premier Mateusz Morawiecki „nie podejmuje decyzji, nie sprawuje władzy”.

- „On wie, że ma swojego bossa i jego los zależy od dobrej lub złej woli Jarosława Kaczyńskiego. I załoga od razu to czuje”

- ocenił.

Mówił przy tym o konieczności „rozliczenia”.

- „Nie można w żaden sposób odstąpić od rozliczeń, ale mają to zrobić niezależna prokuratura, niezawisłe sądy oraz Najwyższa Izba Kontroli”

- zapewnił.

Jako swoje pierwsze cele po ewentualnie wygranych wyborach Tusk wymienił „babciowe”, zwiększenie kwoty wolnej od podatku oraz kredyt mieszkaniowy zero procent. Zapowiedział też wprowadzenie 800 Plus. Później zlikwiduje Centralne Biuro Antykorupcyjne i zajmie się „uzdrowieniem mediów publicznych”.

W rozmowie z „Newsweekiem” lider PO powrócił też do straszenia sfałszowaniem wyborów.

- „Wyraźna większość opinii publicznej w Polsce obawia się, że - mówią o tym badania - rząd jest gotów sfałszować wybory, ogłosić stan wyjątkowy, cokolwiek byleby nie oddać władzy”

- twierdzi.

Dodał, że jego zdaniem politycy PiS „są gotowi mentalnie do każdego świństwa i nadużycia, byleby władzy nie stracić”.

- „Wiedzą, że wielu z nich będzie siedzieć za to, co zrobili, więc utrzymanie władzy to jest być, albo nie być. Jest tylko jedna metoda na to, by ludzie uwierzyli, że zmiana jest możliwa – muszą zobaczyć, że nas jest więcej”

- powiedział.