„Za Kaczyńskiego wstaliśmy z kolan. Pierwsi w drożyźnie, pierwsi w recesji, pierwsi w handlu wizami, no i Wyspy Owcze wyprzedzamy w trudnej grupie z Mołdawią i Albanią” – napisał w mediach społecznościowych.
Uczynienie przez Tuska ze słabej postawy polskich piłkarzy, politycznej pałki do uderzenia w prezesa PiS jest o tyle ciekawe, że za rządów premier Tuska polska reprezentacja wręcz szorowała po dnie.
Lider PO, który zarzuca Kaczyńskiemu, że Biało-Czerwoni wyprzedzają w swej eliminacyjnej grupie tylko Wyspy Owcze, najwyraźniej zapomniał, że w eliminacjach do mundialu w 2010 roku, Polacy wyprzedzili w grupie wyłącznie San Marino.
To właśnie po kończącej tamte eliminacje druzgocącej klęsce ze Słowenią w Mariborze 0:3, komentujący tamto spotkanie Dariusz Szpakowski wygłosił pamiętną blisko 10-minutową gorzką orację dotyczącą głębokiego kryzysu w polskim futbolu, mówiąc o „żenadzie”, „marazmie” „wstydzie”, „rozczarowaniu” czy „zdegustowaniu” poczynaniami naszej ówczesnej kadry.
„Jesteśmy kompletnie bezradni, w grze, pomyśle w zasadzie we wszystkim” – podsumowywał Szpakowski.
Jeśli Donald Tusk rzeczywiście chce koniecznie wciągać wyniki polskiej reprezentacji w polityczną nawalankę, chyba powinien najpierw dla własnego dobra zainwestować w liczydło oraz uwzględnić w diecie znacznie większe ilości poprawiających pamięć mleka i orzechów.
Być może wówczas przypomniałby sobie „dokonania” Biało-Czerwonych za jego kadencji, jako szefa rządu, kiedy to Polacy zagrali przez 8 lat na zaledwie dwóch imprezach i to tylko dlatego, że Euro 2012 byliśmy po prostu organizatorami kwalifikując się tam z automatu. Tymczasem w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy Biało-Czerwoni grali na każdej kolejnej wielkiej mistrzowskiej imprezie, łącznie czterokrotnie, a podczas Euro 2016 otarli się wręcz o medal.
Wczorajsza kompromitacja w Tiranie pozostaje kompromitacją, ale o jeszcze bardziej spektakularnej klęsce w Mariborze też ktoś życzliwy przewodniczącemu PO powinien przypomnieć, zanim zacznie on skręcać z polskiej reprezentacji prymitywną polityczną maczugę - na samego siebie.
Chyba, że Tusk zdążył ją wspomnianą futbolową klęskę z czasów własnego premierostwa unieważnić w ramach futbolowego resetu.
