Jeden z uczestników spotkania z Donaldem Tuskiem pytał go o to, w jaki sposób w Polsce powinny zostać uregulowane relacje pomiędzy państwem a Kościołem. Przywołał przy tym słynne sformułowane posła PO Sławomira Nitrasa. W odpowiedzi szef Platformy stwierdził, że należy zostawić na boku „nie zawsze szczęśliwe sformułowania niektórych polityków”.

- „Sławomir Nitras jest człowiekiem wierzącym. On jest taki bardziej konserwatywny w Platformie Obywatelskiej. On jest bliżej Kościoła niż przeciętny polski wyborca”

- wypalił polityk stwierdzając, że „zbyt mocne słowa” Nitrasa mogły zostać przez ludzi źle zrozumiane.

Następnie mówił o „spleceniu ołtarza z tronem”, czego dowodem mają być rzekome „finansowych przywileje dla Kościoła”.

- „Nie można Kościoła zostawić w rękach pisowskiej władzy i kilku biskupów, którzy tak naprawdę pomylili swoje powołanie i stali się ministrami w rządzie PiS”

- dodał.

No cóż, Polską rządzili już ludzie, którzy nie chcieli zostawiać polskiego Kościoła w rękach jego biskupów, a pragnęli narzucać Stolicy Apostolskiej własne kandydatury i decydować o „tworzeniu, obsadzaniu i znoszeniu duchownych stanowisk kościelnych”. Wtedy padło słynne „Non possumus!”.