W Wielkim Poście ogromną burzę wywołały rekolekcje zorganizowane przez toruńską kurię dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych w parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Toruniu. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których zarejestrowano prezentowaną uczestnikom rekolekcji inscenizację. Widać na nich wpół rozebraną młodą kobietę, szarpaną i poniżaną przez mężczyznę. Scenka miała na celu zobrazowanie młodzieży rzeczywistości grzechu i tego, w jaki sposób on zniewala. Odgrywanie scen przemocy w kościele wywołało jednak ogromny sprzeciw wielu środowisk i niesmak samych uczestników, za co przepraszali organizatorzy. Posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus, która w 2020 roku w innym toruńskim kościele prezentowała plakaty aborcyjne poinformowała, że skierowała w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

Postawę parlamentarzystki komentuje na łamach „Gościa Niedzielnego” Franciszek Kucharczak, który przyznaje, że podobne sceny nie powinny mieć miejsca w kościele.

- „Mam jednak mieszane uczucia, gdy widzę, jak o dzieci w kościele troszczą się akurat osoby pokroju poseł Scheuring-Wielgus. To ona w październiku 2020 roku, w ramach czarnej histerii przeciw wyrokowi TK ws. aborcji eugenicznej, zakłóciła Mszę, wraz z mężem prezentując w jej trakcie proaborcyjne hasła. I to nie było na niby. To nie była inscenizacja, w której ktoś nieudolnie próbował napiętnować zło”

- pisze publicysta.

- „Przeciwnie: to było domaganie się możliwości dopuszczania się skrajnego zła w postaci swobody zabijania ludzi. I to wbrew obowiązującemu w Polsce prawu”

- dodaje.

Podkreśla, że nie wierzy, iż chodzi tu o rzeczywistą troskę o stan rekolekcji przygotowywanych dla młodych katolików.

- „Śmiem natomiast twierdzić, że celem całej tej głębokiej troski o rekolekcje i inne działania duszpasterskie adresowane do młodych jest pozbawienie Kościoła jakichkolwiek wpływów”

- podkreśla autor.