W południe rozpoczął się dziś w Warszawie marsz przeciwników Prawa i Sprawiedliwości zorganizowany przez Donalda Tuska. Wydarzenie w najnowszym odcinku swojego podcastu skomentował premier Mateusz Morawiecki.

- „Ja oczywiście nie mam nic przeciwko swobodnej manifestacji poglądów, niezależnie od tego, jakie kto ma. Na tym polega piękno demokracji, że każdy ma tę swobodę i nawet ostrzejsze formy wyrażania tych poglądów, uderzające w rząd, w to, co robimy jako drużyna Prawa i Sprawiedliwości, również nie budzą jakiegoś mojego istotnego oburzenia”

- powiedział szef rządu.

Przyznał jednak, że „śmieszy go trochę, kiedy stare lisy, siedzące w polityce wiele, wiele lat, organizują marsz antyrządowy i przedstawiają go jako spontaniczny protest obywatelski”.

- „Z centrali Platformy poszła dyrektywa, żeby wszyscy ichniejsi prezydenci i burmistrzowie zwozili jak najwięcej działaczy Platformy, pracowników miejskich spółek, samorządowców itd.”

- zdradził.

Zaznaczył, że nie jest to marsz mogący nazywać się „oddolnym”. Odniósł się również do tego, że Platforma Obywatelska nazywa go marszem w obronie wolności. W tym kontekście przypomniał działania Donalda Tuska w sprawie porozumienia ACTA czy protest górników w 2015 roku.

- „Tuż przed nagraniem tego odcinka, zobaczyłem że jednym z haseł tego marszu ma być hasło Polska w sercu. (...) Platforma, nie dość, że to partia oszustów, to jeszcze partia złodziei, co kradną hasła PiS. Przecież pod dokładnie takim samym hasłem Polska w sercu prezes Jarosław Kaczyński otwierał konwencję w 2022 r.”

- przypomniał.

Zapewnił też, że kiedy politycy totalnej opozycji będą „krzyczeć” w Warszawie, rząd będzie pracował, aby „realnie zmieniać życie na lepsze”.