- „Kamilek zmarł dziś rano. Bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca była postępująca niewydolność wielonarządowa. Doprowadziła do niej poważna choroba oparzeniowa i ciężkie zakażenie całego organizmu, spowodowane rozległymi, długo nieleczonymi ranami oparzeniowymi”

- przekazał Wojciech Gumułka mediom.

Zapewnił, że w czasie pobytu w szpitalu chłopiec „ani przez chwilę nie cierpiał”, będąc cały czas głęboko nieprzytomny. Podkreślił też, że wykorzystano wszelkie metody, aby uratować życie dziecka.

- „Był pod ciągłą, niezwykle troskliwą opieką naszego personelu medycznego. To wszystko niestety nie wystarczyło, aby uratować chłopca”

- powiedział rzecznik placówki.

Horror ośmioletniego Kamila wstrząsnął całą Polską. 3 kwietnia jego biologiczny ojciec zaalarmował służby o tym, że pozostający pod opieką matki chłopiec jest maltretowany. Z ciężkimi obrażeniami dziecko zostało przetransportowane śmigłowcem do szpitala. Chłopiec miał rozległe oparzenia całego ciała i złamania kończyn. Oparzenia i pozostałe obrażenia spowodował 27-letni ojczym, który polewał chłopca wrzątkiem i umieszczał na rozgrzanym piecu węglowym. Usłyszał zarzut usiłowania pozbawienia życia pasierba i znęcania się nad nim ze szczególnym okrucieństwem. Matka natomiast jest podejrzewana o narażenie swojego dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia oraz udzielanie pomocnictwa w znęcaniu się nad chłopcem. Oboje przyznali się do winy.