Mariusz Paszko, portal Fronda.pl: Rosyjska agencja prasowa RIA Nowosti cytuje dzisiaj wypowiedź Donalda Tuska, że „ukraińskie zboże może zagrozić polskim rolnikom”. Co można sądzić o takiej jawnej dezinformacji lidera Platformy Obywatelskiej?

Tomasz Sakiewicz, publicysta, redaktor naczelny Gazety Polskiej: Donald Tusk jest obecnie bardzo ważnym elementem rosyjskiej propagandy. Warto zwrócić uwagę, że tak naprawdę to, co tworzą sztabowcy w Moskwie, jakoś nieoczekiwanie rodzi się w głowie i pojawia na ustach Tuska.

Gdyby zrealizować jego koncepcję, to miliony ludzi w Afryce umarłyby z głodu, a ceny żywności skoczyłyby gwałtownie do góry.

Być może utrzymałyby się ceny kukurydzy, ale z całą pewnością wzrosłyby diametralnie ceny mięsa, ponieważ kukurydza jest szeroko wykorzystywana w produkcji pasz dla zwierząt.

To też uderzyłoby w rolników, w obronie których rzekomo Tusk występuje.

Prawdopodobnie gra on – mówiąc slangiem - pod publiczkę, sądząc, że pozyska może kilka procent wśród mieszkańców wsi. Jest jednak na tyle świadomym politykiem, iż musi wiedzieć, że jest to dzisiaj bardzo ważny element działań rosyjskich, a więc zablokowanie przez Rosję eksportu zboża i szantaż wobec świata.

Czy granie polityką rolną pod dyktando Rosji należy rozumieć jako umizgiwanie się lidera PO do Agrounii i Konfederacji?

Z całą pewnością swoim prorosyjskim charakterem ostatnich wypowiedzi zbliża się do Agrounii. Pytanie jest takie: dlaczego akurat teraz musiał się ujawnić? Być może jest to wynikiem utraty patronów, których dotychczas miał w Niemczech i pozostali mu tylko ci z Moskwy.

W dniu wczorajszym podczas spotkania z mieszkańcami Nowej Rudy i ziemi kłodzkiej Donald Tusk chwalił się, że jest bardzo dumny, że „udało się przerwać ten ponury spektakl pierwszych rządów dzisiejszego PiS-u”. Czy to szczerość czy bardziej próba ocalenia wspomnień i nostalgia?

Można powiedzieć, że jest w swoich działaniach bardzo konsekwentny. Tusk zawsze bronił rosyjskiej agentury i nadal to robi.

Uprzejmie dziękuję za rozmowę.