Rosjanie wciąż próbują zdobyć Siewierodonieck w obwodzie ługańskim. O miasto toczy się trudna walka. W pewnym momencie najeźdźcy zajmowali już 75 proc. jego terytorium. W piątek wieczorem ukraińska armia rozpoczęła jednak kontratak i wypchnęła okupanta z północnej i centralnej części miasta. Sytuację relacjonował dziś w rozmowie z Radiem Swoboda kapitan Petro Kuzyk.

- „Przeciwnik ma zdecydowaną przewagę w artylerii lufowej, liczbie czołgów, a być może także w liczbie żołnierzy i aktywnie wykorzystuje te atuty. Ciągle atakują, ostrzeliwują, niszczą domy, nasze fortyfikacje. Musimy nieustannie manewrować. Próbowaliśmy kontratakować - czasem z powodzeniem, czasem nie za bardzo. Z ich strony również był ciągły napór. Niektóre jednostki zostały zmuszone do wycofania się o jeden blok mieszkalny, a inne utrzymały swoje pozycje, w tym m.in. nasza”

- mówił dowódca walczącego w Siewierodoniecku batalionu Gwardii Narodowej Ukrainy.

Jego zdaniem wróg stawia przede wszystkim na przewagę liczebną i nie szanuje życia swoich żołnierzy.

- „Rosjanie przeprowadzają niezrozumiałe natarcia piechoty, którą nazywamy mięsem (armatnim). Ciągle ich niszczymy, a oni rzucają do walki coraz to nowe siły. Z naszych informacji wynika, że wprowadzili do boju kolejne rezerwy”

- powiedział.

Zaznaczył, że obrońcy miasta czekają na dostawy nowego sprzętu.