Anonimowy, „prominentny” polityk Platformy Obywatelskiej przekazał Polskiej Agencji Prasowej, że jego ugrupowanie przygotowuje się do samodzielnego startu w jesiennych wyborach parlamentarnych.
Wczoraj zarząd krajowy PO omówił sytuację polityczną związaną z głosowaniem nad nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, większość posłów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy oraz wszyscy posłowie PSL wstrzymali się od głosu. Z tego opozycyjnego bloku wyłamało się jednak koło Polska 2050. Już chwilę po głosowaniu szef klubu KO Borys Budka stwierdził, że ta decyzja może podważać zaufanie do ugrupowania Hołowni w czasie rozmów o wspólnych listach. Tak też się stało.
Z nieoficjalnych doniesień wynika, że relacjonując rozmowy liderów opozycji w czasie spotkania zarządu PO, Donald Tusk stwierdził, iż Szymon Hołownia zapowiedział wspólne głosowanie z resztą opozycji. O zmianie zdania miał poinformować tuż przed samym głosowaniem.
- „Musimy więc wyciągnąć z tej sytuacji wnioski”
- mówi PAP informator z PO.
- „Tym bardziej, że można się obawiać, iż Hołownia nie powie, że nie chce wspólnych list, ale będzie zwodził do ostatniej chwili”
- dodał.
Politycy PO przygotowują się więc do samodzielnego startu przekonując, że jest to na dziś najbardziej prawdopodobny scenariusz.
Lewica: Sprawa została zamknięta
To, co politycy PO mówią anonimowo, politycy Lewicy mówią wprost.
- „Jesteśmy w momencie przełomu. Jedna lista – po deklaracji PO – się skończy. Rozmawiałem po wczorajszym zarządzie z jednym członków zarządu PO, który powiedział wprost: idziemy samodzielnie. Lewica też pójdzie samodzielnie”
- oświadczył na antenie Radia ZET szef klubu Lewicy Krzysztof Gawskowski.
- „Po wczorajszym zarządzie PO sprawa jednej listy została definitywnie zamknięta. Nie będzie jednej listy w polskiej polityce”
- dodał.
Cytowany przez PAP sekretarz generalny Nowej Lewicy Marcin Kulasek jednoznacznie wskazuje, że winny jest Szymon Hołownia.
- „Wynika to z działań Szymona Hołowni, który postawił własną, chwilową popularność ponad jedność opozycji i dotrzymywanie uzgodnionych porozumień”
- stwierdził.
- „Używając języka piłkarskiego to była typowa solowa akcja, w której napastnik się zakiwał i stracił piłkę. Polityka to sport drużynowy. Opozycja musi grać do jednej bramki. I pamiętać, że mecz trwa 90 minut, w tym przypadku do wyborów. Oczywiście jeśli chcemy wyjść z grupy”
- dodał.
