Ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk wystąpił w czerwcu w programie „Jung & Naiv”, gdzie mówił o historii polsko-ukraińskich relacji, naznaczonych m.in. potworną zbrodnią Ukraińskiej Powstańczej Armii na polskim narodzie. Ukraiński dyplomata przekonywał, że „to była wojna” i dochodziło do masakr zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Stwierdził też, że Stepan Bandera nie był „masowym mordercą”.
W sprawie interweniował wówczas polski MSZ, a ukraiński resort dyplomacji odciął się od słów ambasadora podkreślając, że wyraził on swoją prywatną opinię i nie prezentował stanowiska ukraińskiego rządu. Głos zabrała również ambasada Izraela w Berlinie, która oskarżyła Melnyka o „przeinaczanie faktów historycznych, banalizowanie Holokaustu” oraz znieważanie ofiar Bandery.
Na początku lipca prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odwołał pięciu ukraińskich ambasadorów, w tym Andrija Melnyka. Teraz w rozmowie z „Die Zeit” dyplomata przyznał, że odwołanie mogło być związane również z „rodzajem dyplomacji”, którą uprawiał. Wycofał się z określenia kanclerza Niemiec mianem „obrażalskiego” oraz odniósł się do swojej wypowiedzi na temat Bandery. Podkreślił, że żałuje tych słów wskazując, iż nie docenił „emocjonalnego znaczenia tego nad wyraz wrażliwego tematu, zwłaszcza dla polskich przyjaciół”.
- „To było błędne zachowanie. Nie chciałem nikogo skrzywdzić”
- powiedział Ukrainiec.
