Snyder opublikował na ten temat artykuł w znanym niemieckim piśmie Der Spiegel. Autor jest historykiem z uniwersytetu Yale.

"Niemcy są najważniejszym państwem demokratycznym Europy, a być może całego świata. Niemcy są dumni ze swojego antyfaszyzmu i swojej polityki pamięci. Mają całkowitą rację uważając, że warunkiem demokracji jest regularna konfrontacja z historią, szczególnie z II wojną światową i Holokaustem" - pisze Snyder w swoim artykule.

Historyk podkreśla następnie, że większość rosyjskich zbrodni została popełniona na wschodzie Europy, wobec czego polityka wschodnia była zawsze obecna w niemieckiej polityce pamięci.

Zdaniem Snydera, w drugiej dekadzie XXI wieku wielu Niemców było przekonanych, że moralne jest uzależnienie się od dostaw energii z "agresywnego, rewanżystowskiego, skrajnie prawicowego imperium".

Po lutym 2022 roku Niemcy musiały jednak przyjąć do wiadomości, że swoim zwiększonym importem rosyjskich surowców finansowały "jednoznacznie faszystowski rosyjski reżim". Środki uzyskane z eksportu surowców reżim ten wykorzystuje zaś do prowadzenia napastniczej wojny przeciwko Ukrainie i dosłownego rujnowania tego kraju.

W ocenie Snydera, w ostatnich 50 latach Niemcy popełniły jeden zasadniczy błąd: pomieszały "dwa pojęcia - winę i odpowiedzialność". Jego zdaniem niemieckie poczucie winy za II wojnę światową "zaprasza innych do podkreślania tej winy i jej wykorzystania".

Zdaniem historyka zrozumiała była decyzja kanclerza RFN Willy'ego Brandta, który pojechał do Moskwy, aby uzyskać zgodę na nawiązanie stosunków dyplomatycznych z krajami bloku wschodniego, głównie z NRD.

Jednak uznanie Leonida Breżniewa za instancję mogącą udzielić Niemcom rozgrzeszenia było od początku problematyczne" - czytamy. Ponadto w ocenie Snydera Ukraina nie odgrywała żadnej roli w stosunkach niemiecko-sowieckich. "Ukraina stała się niewidoczna" - czytamy dalej.

Zdaniem Snydera sytuacja uległa jednak zmianie po upadku ZSRR. Wówczas w Niemczech zapanowało przekonanie, że Rosja jest drugą po narodzie żydowskim ofiarą II wojny światowej. Niemieccy politycy masowo pielgrzymowali do Moskwy, aby uzyskać tam rozgrzeszenie za winy nazizmu, a zupełnie przy okazji - wynegocjować korzystne ceny rosyjskiego gazu.

"Ukraińcy uważani byli za mącicieli, którzy zakłócają relacje" - czytamy.

Skupione na własnej winie Niemcy nie pytały zaś, jak ze swoją przeszłością rozlicza się Rosja.

"Putin i jego ludzie chętnie wykorzystywali niemieckie poczucie winy jako polityczny argument. W polityce wewnętrznej zarzut nazizmu skierowany był przeciwko wszystkim, którzy sprzeciwiali się Putinowi. W polityce zagranicznej ten zarzut miał za zadanie skłonić innych do robienia tego, co chce Putin" - czytamy.

"Tragedia minionych lat polega na tym, że Niemcy szukali rozgrzeszenia za swój faszyzm u ludzi, którzy najwidoczniej sami byli faszystami" - konkluduje historyk.

Historyk podkreśla także, że masowy import rosyjskich surowców był "świadomą decyzją polityczną" władz niemieckich. W jego ocenie postępy w niemieckiej debacie na temat Ukrainy napawają jednak optymizmem.

"Niemcy stoją przed szansą zerwania ze swoją kolonialną tradycją i znalezienia się w walce przeciwko faszyzmowi wreszcie po właściwej stronie" - konkluduje Snyder.