Wiceprzewodniczący rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew postanowił dziś kolejny raz zagrozić światu użyciem broni jądrowej. Były prezydent Rosji odniósł się do wypowiedzi przywódców w Davos, którzy podkreślają, że warunkiem pokoju na świecie jest porażka Rosji na Ukrainie.

- „Żaden z nich nie rozumie, że przegrana przez mocarstwo nuklearne wojny konwencjonalnej może doprowadzić do wojny nuklearnej”

- napisał Miedwiediew.

Podobne stwierdzenia padły niedawno z ust czeczeńskiego przywódcy Ramzana Kadyrowa. On również przekonywał, że jeśli Rosja przegra na Ukrainie, użyje broni jądrowej. Zaznaczył przy tym, że wówczas Rosjanie trafią do nieba, a reszta świata do piekła.

Gorszy od Miedwiediewa i Kadyrowa nie chce być „chrześcijański” reprezentant Kremla, patriarcha moskiewski Cyryl, który stwierdził, że porażka Rosji na Ukrainie będzie oznaczała koniec świata. Wyrażając takie przekonanie w czasie liturgii sprawowanej podczas prawosławnego święta Trzech Króli w moskiewskim soborze Objawienia Pańskiego Cyryl mówił o „szaleńcach”, którzy chcą pokonać Rosję.

- „Módlmy się do Pana, aby oświecił tych szaleńców i pomógł im to zrozumieć”

- apelował.

Patriarcha przekonywał, że Rosja to „wielkie mocarstwo, posiadające potężną broń i zamieszkane przez bardzo silnych ludzi, którzy z pokolenia na pokolenie zawsze byli zmotywowani do zwycięstwa”.

- „Oni nigdy nie poddali się żadnemu wrogowi. Rosja zawsze wychodziła zwycięsko. Niektórym szaleńcom wydaje się, że można w obecnych warunkach ją pokonać albo - jak to się teraz mówi - przeformatować, czyli narzucić pewne wartości, których wartościami nawet nie można nazwać”

- mówił.