Prezydent Andrzej Duda i premier Donald Tusk spotkają się jutro w Waszyngtonie z prezydentem Stanów Zjednoczonych Joe Bidenem. W programie „#Michał Rachoń. Jedziemy” na antenie Telewizji Republika europoseł PiS Dominik Tarczyński podkreślił, iż „to nie jest przypadek, że obydwaj panowie będą brali udział w tej wizycie”. Zwrócił uwagę, że gdyby amerykański przywódca spotkał się jedynie z prezydentem Andrzejem Dudą, udzieliłby wsparcia jednej ze stron trwającego w Polsce sporu politycznego.
- „Trzeba było doprosić Tuska. Przypuszczam, że wyglądało to o wiele prościej. Po prostu Tusk poprosił, by być także obecnym, by nie osłabić swojej pozycji”
- ocenił eurodeputowany.
Nie bez znaczenia jego zdaniem jest również przedwyborcza kampania w USA.
- „Biden nie mógł pozwolić sobie na żaden gest, który miałby go zbliżać do prawej strony albo sugerować, że jest bliżej prawej strony, a z drugiej strony mieliśmy Tuska, który nie mógł sobie pozwolić i pewnie wybłagał, aby brać udział w tym spotkaniu, dlatego, że byłoby to załamanie jego narracji, która w kampanii wyborczej brzmiała tak: Jestem najważniejszy, wszyscy mnie lubią, będę dogadywać się ze światem”
- powiedział Tarczyński.
