Wedle zapowiedzi rządzących, program „Tarcza Wschód” ma zostać zrealizowany do 2028 roku i pochłonąć 10 mld zł. W jego ramach mają powstać m.in. umocnienia i zapory wzdłuż granicy z Rosją i Białorusią.

Goszcząc dziś na antenie Telewizji Republika, projekt skomentował prezes Prawa i Sprawiedliwości.

- „Generalnie fortyfikacje by się przydały, ale po pierwsze: ta suma jest nieprzekonująca - jest dużo za mała. Po drugie: data 2028 r. - dzisiaj trzeba bardzo się spieszyć”

- powiedział Jarosław Kaczyński.

- „A po trzecie: trzeba pamiętać, że ten pomysł nie jest z całą pewnością realny, bo ma jeden kontekst - jest propagandowy, odnoszący się do samego Tuska, mianowicie hańba przy temacie linii Wisły jako linii obrony. To jest hańba, którą Tusk chce z całą pewnością zmazać, stąd mówi się o linii Tuska także”

- dodał.

Lider Zjednoczonej Prawicy zapewnił, że jego środowisko będzie wspierać koalicję rządzącą w zakresie działań związanych z bezpieczeństwem, jeżeli działania te będą merytoryczne.

- „Natomiast czy to ma aspekt merytoryczny? Poczekajmy i zobaczymy, bo bardzo bym chciał, żeby to miało aspekt merytoryczny i oczywiście wtedy będziemy to popierać, być może będziemy proponowali jakieś korekty, coś będziemy krytykowali, ale będziemy popierać. My nie jesteśmy opozycją totalną, to chcę jasno powiedzieć”

- podkreślił.

Wskazał jednak, że z uwagi m.in. na dokonywany w przeszłości reset z Rosją, „jest to pod tym względem formacja w najwyższym stopniu mało wiarygodna”.

- „Platforma Obywatelska to jest partia, która reprezentuje niemieckie interesy, nie polskie, a w niemieckim interesie jest także współpraca z Rosją”

- stwierdził.

Prezes PiS mówił również o zapowiedzianej przez Donalda Tuska komisji mającej badać rosyjskie wpływy w Polsce.

- „Chcą powołać komisję ds. badania powiązań z Rosją. Im chodzi po prostu o to, żeby w jakiś sposób zatrzeć to wszystko, co ustaliła już ta poprzednio przez nas powołana komisja, którą oni de facto zlikwidowali. Chcą zlikwidować wszelkie skutki filmu Reset, ewentualnych dalszych filmów”

- ocenił.

- „Tu po prostu chodzi o wykorzystanie takiego faktu, że pewna część społeczeństwa jest gotowa uwierzyć we wszystko, jeżeli tylko jest tej części społeczeństwa to w sposób dla niej wiarygodny przekazywane”

- zauważył.