„Koniec śmierci, dzień i noc jest wolność, człowiek może wszędzie pójść, czy jest robotnikiem, rolnikiem czy pracuje w jakimkolwiek sektorze, mamy przestrzeń wolności od jednego zakątka Afganistanu do drugiego. Idźcie, nie ma dla was problemu” – powiedział premier Mullah Hassan Akhund w czasie uroczystości w Bagramie. Jak zauważyła Frances Martel z portalu „Breitbart”, „najwyraźniej pominął kobiety ze swojej deklaracji wolności, gdyż przywódcy talibów zakazali im wychodzenia z domu”.Także deklaracja o pokoju jest co najmniej na wyrost, co pokazał miniony rok.

Akhund potępił Stany Zjednoczone za nieuznawanie rządu stworzonego przez talibów i za nałożone sankcje, którego jego zdaniem „zwiększyły ubóstwo kraju”. „Droga zrozumienia, harmonii i braterstwa wiedzie do rezultatów, podczas gdy naciski i sankcje nie” – stwierdził Akhund. Tymczasem według anonimowych źródeł administracja Bidena rozważa uwolnienie zamrożonych afgańskich aktywów.

Z kolei Zabihullah Mujahid, rzecznik talibów, ogłosił: „Nadszedł ustrój islamski, biała flaga powiewa dzisiaj na ziemi afgańskiej”. Zarówno w oficjalnym oświadczeniu, jak i na Twitterze rzecznik talibów wyraził przekonanie, ż dżihadystom wolność i zwycięstwo darował „Wszechmocny Allach”. Pogratulował też z okazji obchodów „mudżahedinom, kalekim, sierotom, wdowom i spadkobiercom męczenników”.

Talibowie od roku próbują przekonać świat, by uznał ich za prawowity rząd Afganistanu, który nie będzie tak restrykcyjny, jak w latach 90-tych. Odcinają się też od związków z organizacjami terrorystycznymi. Jednak rząd Stanów Zjednoczonych ogłosił w sierpniu, że w wyniku amerykańskiego ataku powietrznego z drona to właśnie w Kabulu zlikwidowano Ajmana az-Zawahiriego, szefa Al-Kaidy. Talibowie z kolei zaprzeczają, by odnaleziono ciało terrorysty w gruzach, i twierdzą, że nie mieli żadnych informacji o miejscu jego pobytu.