- Od 6 października jakikolwiek wzrost cen jest zabroniony. Zakazane! Od dzisiaj. Nie od jutra, ale od dziś. Żeby nie zawyżali cen w ciągu dnia. Dlatego od dzisiaj jest zakaz podnoszenia cen. Nie daj Boże, żeby ktoś postanowił podnieść ceny lub zrobić jakąś indeksację wstecz — oświadczył wtedy Łukaszenka.

Warto dodać, że białoruski dyktator dał możliwość podnoszenia cen, ale wyłącznie osobom do tego upoważnionym. Za łamanie zakazu natomiast wyznaczył surowe kary.

Jak wygląda sytuacja po zaledwie trzech tygodniach? Niektórzy prywatni właściciele biznesów strajkują, a część już zaczyna zamykać swoje działalności. Obrazują to doskonale zdjęcia, które trafiły do sieci.

Tak po tym krótkim czasie od wprowadzenia eksperymentu ekonomicznego przez Łukaszenkę sprawę komentuje na Twitterze doradca liderki opozycji Swiatłany Cichanouskiej Franciszak Wiaczorka:

- Minister handlu Łukaszenki przyznał się do strajku prywatnych przedsiębiorców. W ubiegłym tygodniu w co najmniej 13 miastach na terenie całej Białorusi zamknięto lokalne sklepy. Przedsiębiorcy protestowali przeciwko absurdalnej regulacji cen narzuconej przez dyktatora. Reżim niszczy białoruską gospodarkę — czytamy we wpisie polityka, który załącza zdjęcia na zobrazowanie kuriozalnej decyzji Łukaszenki.