Fronda.pl: Po nowym powyborczym rozdaniu sejmowym trwa właśnie w Polsce bitwa o media. Premier Tusk ma już za sobą pierwszy, dość liczny protest zorganizowany w obronie niezależności TVP od nowej władzy. Czy grozi nam powrót do najczarniejszych chwil z poprzedniej epoki rządów Donalda Tuska, gdy służby wchodziły do redakcji, próbując konfiskować dziennikarzom ich służbowe laptopy? Czy znów niebawem obudzimy się w Polsce, w której TVN, Polsat i TVP będą mówić jednym, jedynie słusznym głosem „mediów zaprzyjaźnionych”, jak opisywał to swego czasu Andrzej Wajda, z obozem, którego polityczne centrum dowodzenia stanowi Platforma Obywatelska?
Tomasz Sakiewicz (redaktor naczelny Telewizji Republika, Gazety Polskiej i Gazety Polskiej Codziennie): To już się zaczyna dziać i z tego rodzaju zamachem na niezależność mediów w naszym kraju już mamy do czynienia. Przecież publiczne domaganie się przez polityka z obozu Donalda Tuska na antenie, wyrzucenia z pracy konkretnego dziennikarza czy dziennikarzy to skandal, który w normalnym kraju nie pozwoliłby takiemu politykowi dłużej funkcjonować w przestrzeni publicznej. To są jakieś standardy, których nie ma chyba nawet na Białorusi, bo tam załatwia się tego rodzaju sprawy chyba jednak w sposób bardziej zawoalowany, niejako za plecami. A tu próbuje robić się to wprost, bezczelnie, gdzie polityk mówi do dziennikarza: „Ciebie już tu nie ma, już tu nie pracujesz”. To jest coś niesłychanego. Jeszcze raz podkreślam, że w każdym normalnym kraju tego rodzaju polityk zostałby po prostu solidarnie „rozniesiony” przez wszystkie media, bez względu na poglądy konkretnych dziennikarzy w tychże mediach pracujących. A Donald Tusk musi wreszcie zdać sobie sprawę, że jeśli nadal będzie parł do tak brutalnej konfrontacji z mediami to po prostu utraci dopiero co wywalczoną władzę. Najpierw zbuntuje się społeczeństwo, a potem zacznie sypać się koalicja. Nie każdy bowiem będzie chciał umierać za Tuska.
A jak Pan ocenia pomysł red. Jacka Żakowskiego, który zaproponował koncepcję pewnego trwałego podziału medialnego tortu na zasadzie: TVP1 - zawsze dla obozu rządowego, TVP2 - dla największej siły opozycyjnej. Medialny salon III RP rzucił się tu na Żakowskiego z zaciekłością za produkowanie tego rodzaju heretyckich myślozbrodni, burzących wiecznie żywą filozofię TKM.
Tak naprawdę w całej tej problematyce właściwą istotą rzeczy jest po prostu rzeczywista niezależność tych mediów, niezależność dziennikarzy. Bo dziennikarze oczywiście miewają różne poglądy i mają do tego pełne prawo, ale kluczowe jest to, aby mogli oni działać wolni od jakiejkolwiek nakładanej na nich presji. Obojętnie, kto będzie w danym momencie sprawował polityczną kontrolę nad mediami publicznymi, dziennikarz musi być chroniony pewnym buforem prawnym, który dawałby mu niezbędną niezależność w działaniu.
Odgrzewane są też postulaty prywatyzacji mediów publicznych jako rzekomego remedium na wszelkie problemy związane z ich funkcjonowaniem…
Media publiczne są potrzebne, bo one powinny stabilizować przekaz mediów prywatnych, które przecież mogą się kierować i jak pokazuje praktyka niejednokrotnie się kierują - wyłącznie własnym interesem. Oczywiście nie zawsze tak jest. Gdyby bowiem Telewizja Republika nie kierowała się nie dobrem publicznym, tylko własnym interesem, to zapewne miałaby zupełnie inny charakter i przede wszystkim najprawdopodobniej dysponowałaby ona znacznie większą ilością środków pieniężnych, które mogłaby przeznaczyć na rozwój własnej działalności. Tymczasem walka podejmowana przez media z poprawnością polityczną czy też z cenzurą – z pewnością nie przynosi tego rodzaju materialnych profitów. Natomiast zniszczenie mediów publicznych w obecnych polskich warunkach to byłoby jednak zniszczenie jakiejkolwiek próby pluralizowania debaty publicznej w naszym kraju.
W wieczór wyborczy na antenie Telewizji Republika diagnozował Pan, że jednym z kilku głównych powodów utraty przez PiS władzy było zlekceważenie potrzeby stworzenia w Polsce silnych, prawicowych mediów. Gdzie konkretnie popełniono błędy?
Niezwykle ważnym wyzwaniem była tu kwestia uporządkowanie ryku reklam w mediach. Ten rynek jest w ogromnym stopniu skomercjalizowany, co niewątpliwie sprzyja części mediów, ale już dla innych jest to potężnym problemem. Chciałbym też przypomnieć, że to za moją namową Orlen przejął Ruch, by go ratować, o co apelowałem we wszystkich mediach i na forach dziennikarskich. Ale należało jednak pójść tutaj dalej. Trzeba było doprowadzić do ugruntowania tego wszystkiego, również do połączenia ze sobą niektórych podmiotów. A to wszystko zostało zrobione zaledwie w jakiejś tam części. Jeśli natomiast chodzi o przestrzeń internetową, to tu niewątpliwie sporą część zagwarantowania wolności wyrażania opinii powinno wziąć na siebie państwo. To właśnie ono powinno podjąć starania o to, aby ta narzucana nam cenzura, która knebluje wolność wypowiedzi w przestrzeni internetowej była nielegalna z punktu widzenia polskiego prawa. A to wszystko, albo zrobiono połowicznie, albo nie zrobiono w ogóle. Nie wspominam już nawet o tym, że nie stworzono też niestety żadnego systemu marketingowego, który przywracałby choć zbliżone do wyrównanych, szanse na rynku reklam w odniesieniu do mediów prawicowych.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
