Tomasz L., który pracował w komisji likwidacyjnej Wojskowych Służb Wywiadowczych, został zatrzymany w związku z podejrzeniami o szpiegostwo na rzecz Rosji. Sprawę postanowiła wykorzystać totalna opozycja, która zarzuca współpracę z rosyjskim szpiegiem zajmującemu się likwidacją WSI Antoniemu Macierewiczowi. Tomasza L. do komisji powołał jednak Radosław Sikorski, czego dowodzą ujawnione przez jej szefa Sławomira Cenckiewicza dokumenty.

Sam Sikorski odniósł się do sprawy na piątkowej konferencji prasowej, w czasie której przekonywał, że wszystkimi sprawami związanymi z likwidacją WSI kierował Macierewicz.

- „W art. 58 ustawa mówi, iż minister obrony narodowej w drodze zarządzenia, powołuje komisję likwidacyjną oraz wyznacza jej przewodniczącego. W podpunkcie 3. prezydent RP oraz prezes rady ministrów powołują członków komisji weryfikacyjnej”

- mówił europoseł.

Wystąpienie Sikorskiego skomentował red. Michał Rachoń, który zwrócił uwagę, że komisja weryfikacyjna i komisja likwidacyjna to dwie różne komisje.

- „Ma to znaczenie ze względu na cały proces i całą kuriozalną serię wypowiedzi Radosława Sikorskiego. Prezydent z premierem faktycznie powoływali członków komisji weryfikacyjnej, a nie likwidacyjnej. Tyle że Tomasz L. nigdy członkiem komisji weryfikacyjnej nie był. Nie weryfikował byłych funkcjonariuszy WSI przed tym czy mają wstąpić, czy też nie, do nowych służ, czyli Służb Wywiadu Wojskowego, bo tym zajmowała się komisja weryfikacyjna. Tomasz L. był członkiem innej komisji - likwidacyjnej, do której powoływał członków i przewodniczącego minister obrony narodowej Radosław Sikorski”

- wyjaśnił dziennikarz.