Kobiety i dziewczęta, które poddano takiej aborcji, to ofiary napadów na wioski w północno-wschodniej Nigerii i gwałtów dokonywanych przez muzułmańskich powstańców. Według kilku żołnierzy, cytowanych przez agencję, oficerowie mieli im powiedzieć o konieczności takich działań, gdyż „dzieciom buntowników przeznaczone jest, poprzez krew w ich żyłach, pewnego dnia chwycić za broń przeciwko rządowi i społeczeństwu Nigerii”. Zatem aborcja miała być potrzebna, by „zniszczyć buntowniczych wojowników, nim będą mogli się narodzić”.
Rząd Nigerii stanowczo zaprzecza tym doniesieniom i twierdzi, że taki program nigdy nie istniał. Uznano wręcz takie oskarżenia za obraźliwe nie tylko dla narodu i kultury Nigerii, ale także dla personelu wojskowego, który szkolony jest po to, by chronić dzieci, kobiety i osoby starsze. Nigeryjski generał dywizji Jimmy Akpor powiedział, że „seria artykułów Reutersa przypomina mówienie światu, że Nigeryjczycy wciąż żyją na drzewach”.
Tymczasem według doniesień agencji kobiety i dziewczęta, które uwolniono z rąk muzułmańskich terrorystów, poddawano badaniom, a kiedy wykryto ciążę, podawano im zastrzyk rzekomo „dla zdrowia”, a w rzeczywistości zawierający oksytocynę i wywołujący sztuczne poronienie. Według specjalistów podawanie oksytocyny przy pomocy zastrzyku, zamiast kroplówki, jest niebezpieczne.
Kobiety po zastrzyku doświadczały ostrych bólów brzucha, a w niektórych przypadkach kończyło się to śmiercią nie tylko nienarodzonego dziecka, ale także i jego matki. Rozmówczyni agencji, występująca pod imieniem Ibrahim, opisała śmierć i pogrzeb kobiety będącej przypuszczalnie w szóstym lub siódmym miesiącu ciąży. Kobiety, które nie chciały przyjąć zastrzyku, były bite. „Jeden z żołnierzy uderzył mnie, mówiąc, że to bękarcie dziecko z ciąży z Boko Haram – wspomina kobieta zmuszana do przyjęcia medykamentu w 2018 r. – Uderzył mnie pistoletem”.
Dochodzenie agencji Reuters nie było jednak w stanie ustalić dokładnej liczby kobiet, które zmarły w wyniku tych przymusowych aborcji. Nie potwierdzono również, kto był pomysłodawcą programu. Kobiety poddawano według informacji Reutersa tym procedurom w pięciu ośrodkach wojskowych i pięciu szpitalach cywilnych. Tymczasem aborcja jest w Nigerii nielegalna z wyjątkiem sytuacji, kiedy w grę wchodzi życie matki.
