Tomasz Lis musiał się rozstać z Newsweekiem po 10 latach pracy dla Ringier Axel Springer Polska (RASP), a koncern nie ujawnił przyczyn takiej decyzji. Sam Tomasz Lis także nie zajął jednoznacznego stanowiska w tej spraie.
"Dziennikarz miał zostać oskarżony nie tylko o mobbing, ale i o napaść seksualną" – czytamy w tekście dziennikarza "Polityki" Rafała Kalukina na temat przyczyn zwolnienia Lisa.
"Rozstanie się Tomasza Lisa z »Newsweekiem« i koncernem RASP miało być ciche i aksamitne, a okazało się początkiem medialnej burzy. Pojawiły się zasadnicze pytania nie tylko o istotę zarzutów, ale też o sposób postępowania w takich przypadkach" – pisze dziennikarz.
Jak czytamy dalej, Tomasz Lis miał zostać oskarżony „nie tylko o mobbing, ale i o napaść seksualną".
Dziennikarz WP.pl Szymon Jadczak zamieścił w środę fragment teksy „Polityki”. Wynika z niego, że rzekome zachowanie byłego naczelnego Newsweeka miało dotyczyć "młodej kobiety zatrudnionej w koncernie RASP, ale nie bezpośrednio podwładnej Lisa", co miało być powodem jego dyskretnego odwołania.
Sam Tomasz Lis natomiast w rozmowie z Wirtualną Polską zaprzecza tym doniesieniom.
- Nikogo nie poniżałem, do nikogo nie odnosiłem się pogardliwie – powiedział Lis, uzasadniając, że jego celem działań był jedynie „konstruktywna krytyka” oraz „wyłącznie dobro pisma i interes czytelników” – czytamy.
"Dziennikarz miał zostać oskarżony nie tylko o mobbing, ale i o napaść seksualną. Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o młodą kobietę zatrudnioną w koncernie RASP". Dlaczego Tomasz Lis musiał odejść z Newsweeka? Bardzo ważny tekst R. Kalukina w @Polityka_pl https://t.co/orMbLQYBG7 pic.twitter.com/DfE5oS6nkf
— Szymon Jadczak (@SzJadczak) October 19, 2022
