Mimo dużego ruchu, zatrzymał się samochód, z którego wyskoczyła młoda czarnoskóra kobieta i zaczęła zadawać pani Fairfax ciosy, a następnie szarpać się z nią, usiłując wyrwać jej wizerunek zamordowanego dziecka i zamalować go czarnym sprayem. Wyrwany z rąk pro-liferki wizerunek wyrzuciła na ulicę. Przy okazji poplamiła farbą ubranie i skórę osiemdziesięciotrzylatki. Mimo wołania starszej kobiety o pomoc i wzywania przez nią policji, przechodnie nie reagowali. Kobiecie pomógł w końcu przejeżdżający mężczyzna, który zatrzymał auto i spacyfikował napastniczkę.
Zaalarmowani krzykami przybiegli też dwaj mężczyźni, członkowie Zakonu Rycerzy Kolumba, którzy modlili się na różańcu jedną przecznicę dalej. Jeden z nich, chroniąc kobietę, wezwał policję. Kiedy jednak policjancie przybyli na miejsce, napastniczka już odjechała.
„Nie znam jej imienia, ale umieściłam atakującą od razu na mojej liście modlitewnej” powiedziała Fairfax w rozmowie z portalem „Life Site News”. Dodała też, że po upływie czterech dni wciąż czuje ból po zadanych ciosach. „Jestem na tej wojnie od pięćdziesięciu lat. Nim ta wojna się skończy, sami ujrzymy naszą krew rozlaną na chodniku. To wojna: Bóg przeciwko szatanowi, dobro przeciwko złu” – stwierdziła pro-liferka.
Nie jest to pierwszy taki atak na pokojowo protestujących obrońców życia nienarodzonych. Pod koniec maja dwóch starszych mężczyzn zostało brutalnie pobitych przy placówce Planned Parenthood na N. Howard Street w Baltimore. Obrażenia jednego z mężczyzn okazały się tak poważne, że trafił do szpitala, a uszkodzone kości oczodołu wymagały zastąpienia metalowym implantem.
Olga Fairfax ma duże zasługi dla obrony życia nienarodzonych. Nie tylko przez lata doradzała kobietom w trudnej sytuacji, ale także pomogła w założeniu pierwszego w USA centrum dla kobiet w ciąży w College Park, w którym znajduje się University of Maryland.
