W czasie swojego wystąpienia Pratt zauważył, że chociaż bateryjne samochody elektryczne poruszają się bezemisyjnie, to generują ogromnie duże zużycie litu. Tak duże, że wkrótce jego dostawy będą za małe, aby zaspokoić zapotrzebowanie producentów baterii. Znacznie mniej potrzebują go hybrydy i hybrydy plug-in. Dlatego jego zdaniem należy korzystać z wszystkich dostępnych wariantów elektryfikacji.
- „Chcę podkreślić, że Toyota nie postuluje, żeby ograniczyć elektryfikację tylko do hybryd. Planujemy osiągnąć produkcję 3,5 mln bateryjnych samochodów elektrycznych rocznie do 2030 roku, czyli za siedem lat. Ale uważamy, że w określonych rejonach świata, gdzie infrastruktura nie jest jeszcze tak rozwinięta i ekologiczna jak w Europie, a ludzie nie mają łatwego dostępu do sieci ładowania, inne warianty elektryfikacji jeszcze przez pewien czas będą bardziej odpowiednie”
- stwierdził.
- „Dajmy ludziom możliwości, aby korzystali z najbardziej niskoemisyjnych opcji, jakie faktycznie są dla nich dostępne”
- dodał.
Pratt zauważył również, że alternatywą na niedobór litu do baterii jest wodór. Wskazał, że Toyota pracuje obecnie nad dwoma rozwiązaniami – elektrycznym napędem na ogniwa paliwowe i wodorowym silnikiem spalinowym.
Dodatkowym sposobem pozyskiwania litu jest recykling baterii. Tutaj Toyota zrezygnowała z tradycyjnej metody złomowania na rzecz demontażu pojazdu w odwrotnej kolejności do jego montażu.
- „Takie podejście ma kilka zalet. Po pierwsze, rozebranie auta na części pozwala ponownie wykorzystać jeszcze sprawne komponenty, a w przypadku samochodów elektrycznych wiele elementów ma znacznie większą żywotność niż całe auto. Po drugie, ułatwia sortowanie poszczególnych materiałów i ogranicza zużycie energii w całym procesie”
- wyjaśnił.
