Ogromną burzę wywołały słowa prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który wracając z Chin stwierdził, że Europa powinna uniezależnić się od Stanów Zjednoczonych i unikać wmieszania się w chińsko-amerykańskie napięcia wokół Tajwanu. Francuski przywódca przekonywał, że Europa nie musi przyjmować agendy Stanów Zjednoczonych w sprawie Tajwanu. To właśnie sytuacja wokół wyspy była jednym z najważniejszych tematów rozmów Emmanuela Macrona z Xi Jinpingiem w trakcie trzydniowej wizyty francuskiego prezydenta w Chinach.

Wystąpienie Macrona wywołało falę krytyki, ale w jego obronie stanął szef RE. Charles Michel zapewnił na antenie francuskiej telewizji, iż prezydent Francji nie jest odosobniony w swoim podejściu do Stanów Zjednoczonych, które ma podzielać coraz więcej europejskich polityków.

- „Nastąpił skok naprzód pod względem autonomii strategicznej w porównaniu z kilkoma latami wstecz”

- oznajmił.

Zapewnił przy tym, że opowiada się za pogłębianiem unijnego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi, ale sprzeciwia się „ślepemu podążaniu” za Waszyngtonem.