Szef polskiej dyplomacji, który towarzyszy premierowi Donaldowi Tuskowi w czasie wizyty w USA, wziął udział w śniadaniu prasowym zorganizowanym przez dziennik Christian Science Monitor w Waszyngtonie. Odniósł się m.in. do głośnej wypowiedzi prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który stwierdził pod koniec ub. miesiąca, że nie należy wykluczać skierowania europejskich wojsk na Ukrainę. Ocenił, że celem wypowiedzi francuskiego przywódcy było sprawienie, by „Putin nie był pewny tego, co my zrobimy”.
- „Myślę, że prezydent Macron uważa, że trochę sami siebie odstraszaliśmy, co było dość pomocne dla Putina, mówiąc, czego nie będziemy robić, a nie co będziemy robić”
- powiedział.
Minister był też pytany o postulat prezydenta Andrzeja Dudy, który chce, aby państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego zobowiązały się do przeznaczania 3 proc. PKB na obronność. W odpowiedzi zwrócił uwagę, że na takim poziomie utrzymywały się wydatki państw NATO w czasie zimnej wojny i ocenił, iż powrót do tego stanu rzeczy byłby adekwatny do obecnej sytuacji.
- „To jest przyznanie, że te czasy łatwego pokoju się skończyły, (...) że rozbrojenie i demobilizacja zaszła za daleko (...). Nasz prezydent chce pokazać wszystkim kierunek, w którym powinniśmy podążać. Widzieliśmy, że kiedy Putin nam grozi, robi to na poważnie”
- podkreślił.
