W ub. środę w Komendzie Głównej Policji doszło do eksplozji. Okazało się, że wystrzelił granatnik, który szef policji przywiózł z Ukrainy. W czasie wojny zwyczajem szefów ukraińskich służb stało się ofiarowywanie swoim gościom zużytej broni, która była wykorzystywana do walki z Rosjanami. Również gen. Szymczyk, odwiedzając Ukrainę otrzymał takie upominki w postaci zużytych granatników. Doszło jednak do pomyłki i jeden z granatników był uzbrojony. Eksplodował w momencie, w którym gen. Szymczyk przekładał go na zapleczu swojego gabinetu.
Wczoraj taką wersję wydarzeń potwierdził szef ukraińskiej policji Ihor Kłymenko. Zawieszony został odpowiedzialny za przekazanie gen. Szymczykowi granatnika zastępca szefa Państwowej Służby Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych gen. Dmytro Bondar, a ukraińskie służby wszczęły postępowanie karne.
O sprawę Robert Mazurek pytał dziś na antenie RMF FM Jacka Siewierę.
- „Kolejne fakty wypływają na powierzchnię i ocena sytuacji, która miała miejsce na samym początku, która była przygniatająca, druzgocąca (dla gen. Szymczyka – PAP) istotnie ulega wyjaśnieniu. Pojawiają się nowe fakty dotyczące śledztwa, po stronie ukraińskiej zawieszono zastępcę służby ds. nadzwyczajnych”
- podkreślił szef BBN.
Pytany o ewentualną dymisję komendanta głównego podkreślił, że obecnie w sprawie zebrano zbyt mało informacji, aby odpowiadać na takie pytanie. Zwrócił uwagę, że gen. Szymczyk ma status pokrzywdzonego i „jest ku temu powód”. Zapewnił przy tym, że prezydent i BBN bacznie przyglądają się całej sprawie.
