Na szczątki rakiety pod koniec kwietnia w lesie pod Bydgoszczą natknęła się przypadkowa osoba. Rakieta była pozbawiona głowicy i nie doszło do eksplozji. Od początku służby zapewniają, że sytuacja nie zagraża bezpieczeństwu mieszkańców.
Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Na polecenie premiera Mateusza Morawieckiego, dochodzenie nadzoruje minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Służby ustalają, skąd i kiedy przyleciała rakieta. W tym może pomóc amerykańska infrastruktura. Wedle informacji przekazanych przez portal radia RMF FM, polskie służby zwróciły się już do Amerykanów o pomoc.
