Było to pewnego dnia latem w 2013 roku. Do mieszkania, w którym mieszkał mój wnuk Dominik przyjechało pogotowie. Obydwie nerki przestały funkcjonować. Lekarze natychmiast zabrali go do szpitala ponieważ jego życie było zagrożone. Pojechaliśmy z całą rodziną do szpitala. Tam siedzieliśmy w poczekalni.
Nagle przyszedł do nas mój syn - ojciec Dominika. Od niego dowiedziałam się, że Dominik miał straszny ból głowy. Lekarze zdiagnozowali sepsę. Jednocześnie miał gorączkę powyżej 40 stopni, która nadal rosła. Taka diagnoza oznacza dla pacjenta, albo poważne uszkodzenie mózgu lub śmierć.
Ojciec Dominika wyszedł, ale po kilku minutach wrócił. To, co usłyszałam sprawiło, że skamieniałam ze zgrozy: „Lekarze nadal walczą o jego życie, ale Dominik umiera, ponieważ gorączka nadal rośnie”. Wyszedł z poczekalni do sali zabiegowej, w której leżał mój wnuk. Tam również była jego matka i narzeczona (a obecnie żona). W poczekalni byłam z mężem, ciotką i dwiema kuzynkami. Wszyscy razem uklękliśmy i zaczęliśmy głośno odmawiać różaniec za Dominika. Wydawało się, że wszystko było stracone. Jednak stał się cud. Po długim czasie przyszedł ojciec Dominika i zastał nas jak odmawialiśmy różaniec. Powiedział, że lekarze ustabilizowali jego stan zdrowia i postanowili przewieźć go do innej placówki medycznej. Powiedzieli, że nigdy wcześniej nie widzieli czegoś podobnego.
Dominika zabrano do innego szpitala. Tam po długim pobycie odzyskał zdrowie. Po wyjściu ze szpitala ożenił się ze swoją narzeczoną.
Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Ku ich zaskoczeniu Dominik przeżył. Wiem, że dzięki modlitwie różańcowej Matka Boża zainterweniowała i ocaliła mojego wnuka od śmierci.
Mary Corcoran
Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: Marcin Rak
