W „Zielonej granicy” Agnieszka Holland dzieli się swoją interpretacją wywołanego przez reżim Aleksandra Łukaszenki na polsko-białoruskiej granicy kryzysu, który miał posłużyć do destabilizowania państw unijnych za pomocą nielegalnych migrantów przed rosyjską napaścią na Ukrainę. W filmie przedstawiono bohatersko strzegących granicy funkcjonariuszy polskiej Straży Granicznej jako łamiących prawa człowieka barbarzyńców. Poza powielaniem fake newsów na temat pracy polskich funkcjonariuszy, twórcy uraczyli widzów wieloma odniesieniami politycznymi. W naturalny sposób produkcja wywołała wiele emocji i krytyki pod adresem twórców. Na tę krytykę Agnieszka Holland postanowiła się pożalić w wywiadzie dla „Die Zeit”, którego udzieliła przy okazji premiery filmu w Niemczech. Reżyserka mówiła o „kampanii nienawiści zaaranżowanej przez ówczesny rząd”

- „Nawet za komuny nie spotkałam się z tak brutalną i osobistą nagonką”

- stwierdziła

- „Rządzący poczuli się dotknięci, bo chcieli ukryć to, co dzieje się na granicy. Poza tym mieli nadzieję na podsycenie swojej kampanii wyborczej. Chcieli przekonać ludzi, że kraj staje się ofiarą europejskiej propagandy, a ja jestem zdrajczynią służącą Putinowi...”

- przekonywała.

Wyraziła przy tym swoją radość ze zmiany władzy w Polsce.

- „Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że możemy wygrać. To było prawie jak cud!”

- stwierdziła.

Naturalnie, autorka „Zielonej granicy” nie zrezygnowała z tak przez siebie lubianych nawiązań do II wojny światowej. Wskazała, że akcja filmu rozgrywa się w lesie, w którym znajdował się obóz zagłady w Siboborze, gdzie wybuchło w 1943 roku powstanie. Części więźniów udało się uciec.

- „Ukryli się w lesie i tylko nieliczni przeżyli. Pozostali zostali zdradzeni przez okolicznych mieszkańców. Ten aspekt II wojny światowej nigdy nie został poruszony w Polsce. Teraz uchodźcy w lesie pojawiają się jak duchy z przeszłości”

- opowiadała.

Zaznaczyła, że nie porównuje obecnych wydarzeń do Holokaustu, „ale Straż Graniczna instynktownie stosuje te same sztuczki”.

- „Kiedy wsadzają uchodźców na ciężarówki, mówią im, że zabierają ich do Niemiec. Tak jak Niemcy mówili deportowanym Żydom, że zabierają ich do pracy na wschodzie”

- powiedziała.