Zamieszanie zaczęło się, gdy portal Strefa Edukacji ujawnił, że Kotula nie złożyła pracy magisterskiej na UAM, a tym samym nie uzyskała tytułu magistra. Informację tę potwierdziła rzecznik prasowa uczelni, Małgorzata Rybczyńska.

„Pani Katarzyna Kotula nie złożyła pracy magisterskiej i nie uzyskała tytułu magistra na UAM” – poinformowała Rybczyńska.
W wyniku tych doniesień Kotula poprawiła swój biogram, jednocześnie przepraszając za wcześniejszy „błąd”.

Do sytuacji odniósł się minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski w rozmowie z Radiem Plus. Zapytany, czy Kotula powinna stracić stanowisko za podanie nieprawdziwych informacji, odpowiedział, że polityk „pomyliła się” i przeprosiła za swój błąd.

„Z tego, co pani minister tłumaczyła, pomyliła się wpisując wykształcenie, ale przeprosiła. W mojej ocenie nie poświadczyła nieprawdy. Sprawę uważam za zamkniętą” – stwierdził Gawkowski.

Dziennikarz prowadzący rozmowę zauważył jednak, że wpisanie nieprawdziwych informacji do sejmowego dokumentu może być traktowane jako poświadczenie nieprawdy. Mimo to Gawkowski uznał wyjaśnienia Kotuli za wystarczające.

Minister ds. równości opublikowała na swoich profilach w mediach społecznościowych wyjaśnienie, w którym przeprosiła za błędne informacje o wykształceniu. Odniosła się również do pytań zadawanych przez dziennikarzy Telewizji Republika, które określiła jako insynuacyjne nacechowane politycznie.

„Za swój błąd związany z informacją o dyplomie magistra na stronie Sejmu przeprosiłam” – napisała Kotula.

I to niby ma wystarczyć? Wszystko jest w porządku? „Polacy nic się nie stało”?