W rozmowie z red. Adrianem Siwkiem z „Gazety Polskiej Codziennie” senator Stanisław Karczewski odniósł się do podpisanego we wtorek przez największe ugrupowania opozycyjne porozumienia, w ramach którego reaktywowano pakt senacki. Polityk zauważył, że dokumentu, za pomocą którego opozycja zobowiązała się do wspólnego startu w wyborach do Senatu, nie podpisali liderzy partii, a delegowani przez nich politycy.
- „Myślę, że to odzwierciedla brak wiary w zdobycie dużego poparcia. My – senatorzy Prawa i Sprawiedliwości – patrzymy na to spokojnie, ale jednocześnie bardzo intensywnie pracujemy, by osiągnąć jak najlepszy wynik w wyborach jesiennych do Senatu. Jesteśmy dobrej myśli i osobiście liczę na odbicie izby wyższej przez Zjednoczoną Prawicę”
- powiedział.
Ocenił, że program „anty-PiS”, który jest jedyną charakterystyką paktu senackiego, to zbyt mało, aby zachęcić zmęczonych już tym hasłem wyborców.
Senator Karczewski zwrócił uwagę, że gdyby w kończącej się kadencji Prawo i Sprawiedliwość miało większość również w Senacie, udałoby się zrealizować wiele zadań szybciej.
- „Przede wszystkim jednak Senat nie byłby tak skrajnie upolityczniony jak obecnie. W bieżącej kadencji izba wyższa stała się hubem partyjnym Platformy Obywatelskiej. Sztaby ekspertów w zespołach doradczych czy byli politycy pracujący na stanowiskach urzędniczych to coś niebywałego. Do tego senackie media społecznościowe stały się tubą propagandową PO. Liderzy Platformy wykorzystują Senat do aktywności partyjnej”
- zauważył.
