Pod koniec maja sędzia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, związany z „Iustitią” Jarosław Łuczaj wstrzymał wykonanie decyzji środowiskowej dotyczącej koncesji na wydobycie węgla dla kopalni w Turowie po 2026 r. Była to odpowiedź na skargę wniesioną jesienią przez niemieckie i czeskie organizacje ekologiczne. Zażalenie na to postanowienie skierował Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska. Do jego treści dotarł portal wPolityce.pl.
- „W zażaleniu dokonano wykładni postanowienia WSA, które de facto blokuje inwestycję w Bogatyni. GDOŚ podnosi też, że sąd stwierdził, że jego rozstrzygnięcie winno skutkować natychmiastowym wstrzymaniem dalszej realizacji inwestycji. Pełnomocnicy zarzucili też WSA w Warszawie, że ten w żaden sposób nie wyważył interesów stron. Nie skupił się także zbytnio na dowodach, całkowicie przyjmując argumentację pseudoekologów z Czech i Niemiec”
- relacjonuje wPolityce.pl.
- „Ma się wręcz wrażenie, że WSA, z góry, przyznał rację ekologom i uznał, że zastosuje tzw. zasadę przezorności. Ta z kolei prowadzi do wstrzymania wykonania decyzji, a co za tym idzie do wstrzymania inwestycji”
- czytamy.
GDOŚ wskazuje przy tym na ogromne koszty związane z wykonaniem postanowienia WSA.
- „Samo wstrzymanie wykonania decyzji po stronie inwestora zostało ocenione na 64 mln zł za każdy miesiąc przestoju, do których obecnie doliczyć należy koszty związane ze zwolnieniem pracowników zakładu i koszty związane z utratą stabilności systemu elektroenergetycznego”
- podkreślono.
Zdaniem GDOŚ, sąd oparł się wyłącznie na materiałach przekazanych przez ekologów.
- „Zarzuca się też sędziemu Łuczajowi, że ten nieodpowiednio zestawił argumenty pseudoekologów z aktami w sprawie. Samo zaś uzasadnienie sędziego jest zbyt ogólnikowe. Sąd miał wezwać wręcz do ponownego przedłożenia mu akt administracyjnych w tej sprawie”
- podaje wPolityce.pl.
Dalej GDOŚ wskazuje na nieproporcjonalność środka tymczasowego. Sąd miał w ten sposób, w ocenie GDOŚ, „naruszyć przepisy postępowania mające istotny wpływ na wynik rozprawy poprzez błędną wykładnię prawną”.
Wreszcie pełnomocnicy GDOŚ zarzucają „naruszenie przepisów polegające na przyjęciu i przedstawieniu w uzasadnieniu wydanego orzeczenia okoliczności faktycznych rozpoznawanej sprawy w sposób sprzeczny z treścią przekazanych Sądowi akt sprawy oraz z treścią zaskarżonej decyzji”.
Zdaniem GDOŚ, nie mają uzasadnienia argumenty sądu, wedle których postanowienie o wstrzymaniu wykonania zaskarżonego aktu wynikało z niebezpieczeństwa wyniknięcia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków.
GDOŚ domaga się wstrzymania wykonania zaskarżonego postanowienia do czasu rozstrzygnięcia zażalenia oraz zwrotów kosztów postępowania.
