„Berlin i Waszyngton działają strachliwie. W Warszawie i Tallinie uważa się, że (Sojusz) powinien znaleźć sposób wprowadzenia Ukrainy bez obowiązku natychmiastowego zastosowania art. 5. Konieczna byłaby polityczna kreatywność  oraz więcej ofert politycznego, wojskowego i ekonomicznego wsparcia, włączenia do struktur NATO i jasny plan członkostwa po wojnie” – czytamy na łamach „Spiegla”.

Zdaniem publicysty niemieckiego opiniotwórczego tygodnika, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski „powinien był opuścić Wilno jako prezydent kraju, który jest de facto członkiem NATO”.

Tymczasem, jak podkreśla Puhl - Ukraina „pozostanie nadal petentem , który żebrze o broń”.

„Gdy pierwsze bomby spadły na Kijów, Zachód obiecał poprawę. Nagle stało się jasne, że Rosja Władimira Putina jest krajem nikczemnym. Bałtowie, Polacy i Słowacy mieli rację, gdy przed nią  ostrzegali. Widząc w Putinie partnera, Niemcy w szczególny sposób skompromitowały się” – pisze Jan Puhl.

Publicysta „Spiegla” zauważył również, że Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej naciskały podczas szczytu NATO na przyznanie Ukrainie „jasnej perspektywy członkostwa”, bo tylko ona mogłaby powstrzymać dalszą agresję Putina. 

Mimo to jednak, jak konstatuje Puhl,  pod wpływem Waszyngtonu i Berlina NATO zaoferowało Ukrainie niewiele więcej niż to, co obiecano jej podczas szczytu w Bukareszcie 15 lat temu.

Tego rodzaju potraktowanie Ukrainy może, w ocenie niemieckiego publicysty, znacznie wyhamować prozachodnie dążenia Ukrainy.