Poseł Mariusz Błaszczak już wczoraj wskazywał za pośrednictwem mediów społecznościowych, że zwolnienie gen. Mirosława Brysia to nie jedyna decyzja MON, która negatywnie wpływa na zdolności mobilizacyjne polskiej armii. Szef klubu PiS informował, że „odeszli lub zwolnieni ze stanowisk zostali szefowie Ośrodków Zamiejscowych Centralnych Wojskowych Centrów Rekrutacji w woj. warmińsko-mazurskim, podlaskim, lubelskim i mazowieckim, a także w łódzkim, zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim, pomorskim i małopolskim” i „do tej pory nie wyznaczono następców”.
Dziś o problemie były minister obrony narodowej opowiedział na zorganizowanej w Sejmie konferencji prasowej.
- „Dziś powszechną sprawą, która jest poruszana w mediach, jest wzmocnienie granicy wschodniej, stworzenie strefy buforowej przy granicy. Tymczasem równolegle zachodzą złe procesy dotyczące stanu mobilizacji naszego państwa, dotyczące stanu szkolenia rezerw. Otóż został sparaliżowany system rekrutacji do wojska poprzez zwolnienie ze służby zarówno szefa Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacji, generała Brysia, jak i zwolnienie ze służby, tudzież odwołanie ze stanowisk, szefów centrów w województwach warmińsko-mazurskim, podlaskim, mazowieckim i lubelskim”
- powiedział.
Polityk ocenił, że „sparaliżowano system mobilizacji w naszym kraju z powodów politycznych”. Przypomniał, że powodem odwołania gen. Brysia była jego rzekoma wypowiedź cytowana przez jeden z portali. Wobec tego szef klubu PiS zaapelował o pilną interwencję do wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza.
- „Nie można pozwalać na to, żeby wiceminister Tomczyk podejmował działania, które szkodzą obronności naszego kraju. Minister Kosiniak-Kamysz nie panuje nad sytuacją w resorcie obrony narodowej, albo się zgadza z takimi działaniami, które szkodzą bezpieczeństwu naszego kraju”
- podkreślił.
