Jak można było przeczytać w poniedziałkowej Wyborczej miał to być tzw. "sondaż" obywatelski. W ocenie publicystów – tak zaprezentowano wyniki – szanse na wygraną ze Zjednoczoną Prawicą mogłaby mieć cała opozycja zgromadzona na jednej liście wyborczej. Bardzo duże wątpliwości wielu specjalistów budzi jednak „metodologia”, jaką zastosowano.
Badanie to zostało przeprowadzone przez pracownię Kantar Public na zlecenie Fundacji Forum Długiego Stołu. Rozważono w nim cztery scenariusze.
- „W pierwszym wszystkie partie opozycyjne idą do wyborów osobno, w drugim tworzą się dwa bloki opozycyjne KO i Lewica oraz Polska 2050 i PSL, w trzecim dwa bloki opozycyjne KO, PL2050 i PSL oraz samodzielnie idąca do wyborów Lewica, oraz czwarty - wspólna lista wszystkich partii opozycyjnych. Według wniosków z sondażu pracowni Kantar to właśnie jedynie ostatnia opcja dałaby opozycji większość w Sejmie. Jednak nie opublikowano samych wyników sondażu” – czytamy na portalu tysol.pl.
Do „surowych” wyników odniósł się w mediach społecznościowych socjolog Uniwersytetu Łódzkiego, dr Maciej Onasz.
- Wyraźnie widać, że faktyczne wyniki pokazują porażkę opozycji w wariancie jednej listy, zaś pokazano zmodyfikowane wyniki jakoby wygrywała głosowanie.
W mojej ocenie jest to skrajna manipulacja. Zmiana faktycznych wyników aby zgadzały się z wcześniej postawioną tezą.
Mieliśmy w najnowszej historii Polski różne przygody z sondażami. Ale czegoś takiego (a nawet porównywalnego) nie pamiętam. W mojej ocenie, jest to chyba najwyższy poziom nierzetelności w przedstawianiu wyników sondaży jaki można sobie wyobrazić – napisał na Twitterze dr Onasz.
