Aleksandr Łukaszenka w jego ocenie liczył też na to, że zadzwoni do niego niemiecki kanclerz. Odsiadujący w Niemczech karę dożywocia za zabójstwo zlecone przez Kreml oficer FSB jest jednak traktowany jako terrorysta. Dlatego też – wyjaśnia ekspert – Niemcy raczej się na to nie zgodzą.
Kabalewicz dodaje, że skazanego Niemca „prowadzili” oficerowie FSB lub białoruskiego KGB w ramach prowokacji. Miał otrzymywać przez internet instrukcje od kogoś podającego się za oficera ukraińskich służb.
Niemiec w rozmowie z białoruskimi mediami stwierdzał, że chciał na Ukrainie pomagać jako ratownik medyczny. Mężczyzna został przez władze białoruskie oskarżony o zorganizowanie zamachu na stacji Azjaryszcza pod Mińskiem. Akcja miała jednak zostać zainscenizowana przez białoruskie służby – mówi Karbalewicz.
Twierdzi on, że Białoruś i Rosja liczyły na to, że Niemcy nie pozwolą na egzekucję swojego obywatela i pójdą na ustępstwa, także jeśli chodzi o Krasikowa. Sam Łukaszenka miał liczyć na to, że rozmowa telefoniczna z Scholzem pozwoli mu przedstawiać ten fakt jako uznanie go za prawowitego prezydenta – czytamy.
Politolog zauważa, że to dla Niemiec niezwykle trudna sytuacja. Zauważył, że sprawa Kriegera nawet na Białorusi nie podpada pod wyrok śmierci, a on sam nie zaskarżył wyroku. Miano mu doradzić, że dzięki temu szybciej będzie można przejść do negocjacji i wniosku o ułaskawienie. Wczoraj Niemiec rzeczywiście złożył taki wniosek i trwały w tej sprawie konsultacje, co uznano za podbijanie stawki i wezwanie do negocjacji. Łukaszenka ostatecznie podjął decyzję o ułaskawieniu.
