Prowadzący autobus pod wpływem amfetaminy Tomasz U. doprowadził do wypadku, w wyniku którego zginęła jedna osoba, 22 zostały ranne, z czego 3 znajdowały się w stanie ciężkim. Prowadzony przez U. pojazd przebił bariery energochłonne i spadł z wiaduktu.
Prokuratura zarzuciła U. naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym oraz "niedostosowanie taktyki i techniki jazdy do zmieniającej się sytuacji drogowej". Kierowca prowadził autobus, będąc pod wpływem amfetaminy, a kolejną porcję narkotyku miał schowaną w kabinie kierowcy.
Sąd Okręgowy w Warszawie doszedł do wniosku, że U. nieumyślnie spowodował katastrofę w ruchu lądowym oraz umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym. Orzekł wobec niego karę 7 lat pozbawienia wolności oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
U. musi także zapłacić nawiązki na rzecz poszkodowanych: na rzecz Arriva Bus Transport Polska w wysokości 30 tys. złotych, Autostrada Mazowiecka Sp. z o.o. w wysokości 10 tys. zł oraz na rzecz osób pokrzywdzonych w wypadku.
Adwokat Tomasza U. Ewa Waszkowiak w swojej apelacji wniosła o wymierzenie oskarżonemu jak najłagodniejszej kary, uznając, że 7 lat więzienia to zbyt surowy wyrok. Obrońca U. podważyła także zasądzone nawiązki. "Są podmioty, które w mojej ocenie absolutnie się do tej nawiązki nie kwalifikują, więc chcemy, żeby sąd apelacyjny zwrócił na to uwagę" - powiedziała.
Prokuratura uważa z kolei, że kara powinna być surowsza. "W ocenie oskarżyciela publicznego sąd dokonał niewłaściwych ustaleń przyjmując, że Tomasz U. nieumyślnie doprowadził do katastrofy w ruchu lądowym. Powyższe znalazło również przełożenie na karę wymierzoną oskarżonemu, która zdaniem prokuratora powinna być surowsza" – powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.
