Polska od początku wojny wspiera Ukrainę militarnie. Tym niemniej stosunki polsko-ukraińskie od kilkunastu miesięcy nie są najlepsze ze względu na kwestie gospodarcze związane m.in. z dopuszczeniem do rynku unijnego ukraińskich produktów rolnych bądź niektórych ukraińskich przedsiębiorstw (zwłaszcza transportowych). Podczas gdy produkty oraz usługi świadczone na terenie UE muszą spełniać szereg rygorystycznych norm i wymagań, regulacje te nie obowiązują w odniesieniu do Ukrainy.
Dzisiaj ukraiński premier Denys Szmyhal brał udział w debacie „Ukraina, Rok 2024”. W debacie brali udział m.in. prezydent Ukrainy Zełenski oraz sekretarz generalny NATO Rasmussen.
„W całej Unii Europejskiej, w szczególności w Polsce, panuje poparcie dla radykalnych i prorosyjskich sił politycznych. To oczywiście tworzy te wszystkie straszne rzeczy, które widzimy, gdy wysypują zboże, gdy działają nielegalnie” – powiedział Szmyhal.
Jego zdaniem jednak, polskie władze reagują „odpowiednio” na wszelkie incydenty. Mówił w tym kontekście osobach protestujących z prorosyjskimi hasłami.
„Sprawcy stanęli już przed sądem, grozi im do pięciu lat więzienia. Oznacza to, że strona polska podejmuje wszystkie kroki” – stwierdził.
W piątek Szmyhal wraz z częścią ukraińskiego rządu przybył na granicę z Polską. Chciał tam rozmawiać z delegacją z Polski. Rząd Donalda Tuska nie zdecydował się jednak na wysłanie kogokolwiek na spotkanie ze Szmyhalem.
