Premier Mateusz Morawiecki odpowiadał w poniedziałek na pytania internautów, z których jedno dotyczyło kary śmierci.

- „Generalnie z tą karą śmierci należałoby przemyśleć i nie postępować pochopnie, tak jak współczesny świat, żeby szybko ją wyeliminować. Oczywiście ona za najcięższe przestępstwa moim zdaniem powinna być dopuszczalna. Uważam, że to był taki przedwczesny wynalazek lat 90. czy wcześniejszych. Tutaj akurat nie zgadzam się z nauką Kościoła, bo jestem zwolennikiem kary śmierci”

- powiedział premier Morawiecki w czasie noworocznego Q&A.

Później premier wyjaśnił, że zaprezentował jedynie swój własny pogląd i przyznał, że wprowadzenie kary głównej w Polsce byłoby niemożliwe z uwagi na Konstytucję i podpisane przez nasz kraj konwencje międzynarodowe. Wypowiedź Morawieckiego wywołała jednak burzę, która dotarła aż do Niemiec.

Nikolas Busse przekonuje na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, że szef polskiego rządu wypowiedział się na temat kary śmierci, ponieważ boi się utraty władzy. Jego zdaniem przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi w polskiej debacie pojawi się więcej „wybuchowych tematów”.

Dziennik zarzuca też polskiemu rządowi oddalenie się od swoich partnerów.

- „Wciąż nierozwiązany spór z Komisją Europejską o praworządność, żądania reparacyjne wobec Niemiec, teraz kwestionowanie karnego i ideologicznego rdzenia zjednoczenia Europy”

- wymienia rzekome przejawy tego oderwania.

Dalej przekonuje, że… „poparciem dla kary śmierci PiS zbliża się do Rosji, przed którą skądinąd stale ostrzega”. Tezie tej ma dowodzić fakt, że niedawno za karą śmierci opowiedział się Dmitrij Miedwiediew.