Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski odwiedził wczoraj Berlin, aby spotkać się ze swoją niemiecką odpowiedniczką Annaleną Baerbock. Przy tej okazji udzielał wywiadów niemieckiej prasie. W rozmowie z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” nawiązał do swoich słynnych słów z 2011, które część komentatorów okrzyknęła „hołdem berlińskim”. Mówił wówczas, że bardziej boi się niemieckiej bezczynności niż niemieckiej siły. Teraz podkreślił, że słowa te uważa za aktualne. Polityk był też pytany o postawę nowego polskiego rządu wobec planów zmiany unijnych traktatów. Szef MSZ nie zapowiedział ich zablokowania, ale mówił o „konieczność przedyskutowania wagi i podziału głosów”.

- „Polska obecnie ma znacznie mniejszą wagę głosu w UE niż wcześniej. Niemcom i Francji jest teraz bardzo łatwo utworzyć mniejszość blokującą, podczas gdy dla wszystkich innych jest to prawie niemożliwe”

- powiedział.

Porównał przy tym Unię Europejską do Bundesratu, w której zasiadają przedstawiciele niemieckich landów.

- „Największe landy mają tu po sześć głosów, mniejsze trzy. Powinniśmy dążyć do osiągnięcia sprawiedliwego podziału głosów, tak aby nikt nie czuł, że jest pomijany”

- stwierdził.