Sejm zajął się dziś wnioskiem Prawa i Sprawiedliwości o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bartłomieja Sienkiewicza, w związku z jego działaniami wokół mediów publicznych. Sam minister przekonywał z mównicy sejmowej, że cały spór toczy się „o sprawy fundamentalne, o życie i śmierć”. Przywołał przy tym tragicznie zmarłych Adama Abramowicza i syna poseł Magdaleny Filiks.

- „Bo to media publiczne, publiczne tylko z nazwy, bo całkowicie zawłaszczone przez ówczesną władzę, były współodpowiedzialne za ich tragedię. Potwierdzają to wyroki sądów powszechnych w sprawach wygranych przez osoby, którym TVP próbowało kneblować usta, kiedy odważyli się alarmować”

- przekonywał polityk Platformy Obywatelskiej.

- „Na tej sali siedzą Ci ludzie, którzy tworzyli ten system i Ci, którzy są najbliższymi ofiar. Siedzą w tej sali po społu, jak jaskrawy przykład zupełnego pomieszania porządków dobra i zła po ośmiu latach rządów PiS-u w Polsce. (…) Kiedy koalicja 15 Października, po wygranych wyborach objęła władzę, było oczywiste, że tego nie można tolerować. Tego chcieli nasi wyborcy w sposób jednoznaczny i, co tu mówić, dobitny. To oni chcieli mieć wolne od propagandy media publiczne, dlatego zagłosowali przeciwko PiS”

- dodawał.

Wyjaśniał, że dlatego właśnie zrezygnował z długiej ścieżki ustawodawczej.

- „Uznałem, że działając w stanie wyższej konieczności mam obowiązek natychmiast przystąpić do działania. Środkami prawnymi, dopuszczalnymi i weryfikowalnymi przez sądy powszechne. Nikt nigdy w przyszłości nie może godzić się w Polsce na podobny stan etycznej degeneracji i bezprawia, jakim stały się media publiczne. Nikt nigdy w przyszłości”

- mówił.